Bezczelna

16804627_1595310267161011_2049838482_o

Bez kaca. Bez strat. Bez stłuczonego szkła. Ale wśród ludzi i z nadwyżką dobrych życzeń. Skończyłam 24 lata.

Jeszcze w piątek było tu kilkanaście osób, które razem ze mną świętowały urodziny. Przeróżne osobowości, ludzie w różnym wieku, choć pracujący w podobnych zawodach. Przyjaciele, pary, znajomi i nieznajomi, który od wczoraj będą już mogli mówić, że siebie kojarzą. Wszyscy przemierzyli Wisłę, aby powiedzieć mi parę dobrych słów na urodziny. Za wszystkie dziękuję.

No i stało się. Kolejny rok za mną. Podobno to bezczelne mieć 20 lat. Z upływem czasu ten poziom bezczelności maleje, u mnie jeszcze nieźle się trzyma. Bywam bezczelnie zadowolona z siebie i tego, ile mam lat.

Studniówkę i maturę miałam w 2012, w tym samym roku zaczęłam swoją wymarzoną pracę. Dostałam się do radia, w czym pomogła mi bezczelność i bezgraniczna wiara, że uda mi się to zrobić. Na studiach bezczelnie olewałam wszystkie wykłady, bo wolałam czytać książki albo dłużej spać. Byłam bezczelna w kontaktach z kilkoma osobami, czasem w sposób przebojowy, czasem okrutny. Tak, jestem bezczelna. Wierzę w siebie i w to, co robię. W moje pomysły i marzenia.

Bezczelnie gardzę nowymi technologiami, rozmowami przez Internet, nowoczesnymi wnętrzami i tym całym nowym stylem życia pod szyldem wege, eko i trendy. Z nowych rzeczy wybieram kompakty, na które bezczelnie wydaję większą część wypłaty, niż powinnam. Bezczelnie lubię, gdy się mnie adoruje i wręcza kwiaty, gdy się mi powie, że ten ostatni wywiad to znakomity. A ja się bezczelnie z tego cieszę.

Mam 24 lata. I tak mi się marzy, żeby już nigdy więcej nie udawać przed sobą i innymi. Nauczyć się gotować. Zobaczyć Indie. Więcej biegać, mniej spać. Wróć – biegać nie muszę, chcę więcej pisać. Zakochać się?

A moi bliscy sprezentowali mi wczoraj gramofon. Dobrze mnie znają, bo wszystko co związane z muzyką przyjmuję z piskiem nastolatki. Trzeba będzie teraz zacząć łowić winyle. Czyżbym na stare lata zamieniła kompakty na czarne płyty? Żartowałam. Nie zamienię.

IMG_20170218_122346_134.jpg

Gramofon jeszcze nie gra, bo okazało się, że brakuje mi odpowiedniego wzmacniacza. Nie wiem jakiego, nie umiem tego sama zorganizować. Na szczęście mam wśród znajomych kilku muzyków i melomanów.

Kupiłam dziś za to dwa nowe albumy i nowego Pilcha. Tak w ramach prezentu dla siebie. A jutro Gdańsk i wywiad z Janem A.P. Kaczmarkiem. TYM Janem A.P. Kaczmarkiem. Dam znać, jak poszło.

IMG_20170219_143225_875.jpg

Reklamy

Wszystko to jego wina

Gdzieś w przerwie pomiędzy czytaniem sterty maili, przegryzaniem świątecznych bakalii i snuciem planów na rok przyszły, odwiedzam przystanek. W głowie układam już podsumowujące rok 2016 zdania pełne muzycznych uniesień, zachwytów nową pracą, radiowych wspomnień i dziękczynnych westchnień. Myślę jednak, że ten rok to szereg migawek, obrazków i powidoków. Dla muzyki również tragicznych. Ktoś napisał, że 2016 był jak seryjny morderca muzyki. Umarły lata 80. W 2016 minęło również 15 lat od śmierci Grzegorza Ciechowskiego.

Te dobre, moje muzyczne chwile wyciągam z archiwum i z sentymentem się do nich uśmiecham. Kolekcjonuję je i pielęgnuję. To obrazkowa opowieść o tym, czym żyłam, kogo spotkałam, kim się zachwyciłam i dlaczego ten rok był niezapomniany.

Od czego zacząć? Od spotkań.

Moi goście byli bohaterami okładek:

Był pierwszy wywiad.

13925822_935079983287105_8172325237023906637_o
Radzimir Dębski dla Anywhere.pl fot. Monika Szałek

I pierwszy tekst.

13350462_1336197036409790_8141410839241682576_o

Podróżowałam.

Obowiązkowo zaliczyłam reggae w Ostródzie.

WP_20160813_017.jpg

Jednak najlepszy koncert w 2016 roku to Archive na Torwarze.

wgkawki-6266
Archive, Torwar, listopad 2016, fot. Darek Kawka dla Anywhere.pl

Muzyki na żywo słuchałam więcej niż kiedykolwiek wcześniej.

I zdarłam parę nowych płyt.

Lato spędziłam nad Wisłą.

img_20160705_130841

A jesienią robili mi zdjęcia.

W małym studiu za Warszawą znalazłam Przyjaciela. Dziękuję Ci.

Chwytałam najlepsze chwile.

Przez kilka miesięcy żyłam głównie Nim i TYM albumem.

ciechowski-swietlik

Znalazłam drugą pracę, bo ci fantastyczni ludzie przyjęli mnie do siebie.

aywherepl-wigilia
Redakcja Anywhere.pl, fot. Tomasz Sagan

 

 

A w pierwszej nic się nie zmieniło.

wgkawki-6047
Z Markiem Niedźwieckim w Trójce, fot. Darek Kawka

2016 – wszystko to twoja wina.

3 w 2015 (czyli wszystko kręci się wokół radia)

Jak zwykle,  gdy zamierzam napisać nowy post, przysiadam do komputera z kawą i wybieram płytę do posłuchania. Tym razem wybór padł na mój świąteczny prezent, czyli album Nina Revisited: Tribute to Nina Simone. Utwór drugi to Feeling good w wykonaniu niesamowitej Ms. Lauryn Hill. Ja w tym mijającym roku wiele razy śpiewałam, powtarzałam i mówiłam do siebie i innych I’m feeling good. Bo to był wspaniały rok, jeden z najlepszych. Na pewno najbardziej muzyczny, najbardziej radiowy, najbardziej niezapomniany. Oto podsumowanie mojego roku 2015.

Ukazało się już wiele rankingów na album czy piosenkę roku. Króluje Pablopavo/Iwanek/Praczas, króluje Leski, Kortez i Zbigniew Wodecki z Mitch&Mitch Orchestra. To też moje muzyczne zachwyty, bo w mijającym roku spędziłam niewyobrażalnie wiele godzin na słuchaniu muzyki. Nigdy wcześniej nie zajmowało mi to tyle czasu i nigdy wcześniej nie czerpałam z tego takiej przyjemności. Przynajmniej dwukrotnie powiększyłam swoją płytotekę, a kolekcjonowanie płyt stało się moim najważniejszym hobby.

Ale to słuchanie muzyki nie miałoby takiego sensu gdyby nie radio. Kolejny rok spędziłam przy Myśliwieckiej, w najlepszej redakcji muzycznej w  Polsce, czym się chwalę, bo takimi sprawami chwalić się warto. Dwa  wywiady i dwa autorskie odcinki, wszystko u boku Tomka Żądy, któremu zawdzięczam moją obecność w tej stacji. Pierwszą rozmowę, choć to nie był mój debiut na tójkowej antenie, przeprowadziłam z Dawidem Portaszem z Jafii przy okazji premiery ich świetnego (!) nowego albumu Ka Ra Va Na.  Drżałam z nerwów na myśl o spotkaniu i na myśl o mojej rozmowie z Portaszem, bo to muzyk z grupy tych, których słucham od zawsze. Konfrontacja okazała się bardzo przyjazna, wywiad tym bardziej. Dla przypomnienia pod tym linkiem:
http://www.polskieradio.pl/9/4158/Artykul/1450784,Przed-godzina-Zero-26-maja-godz-2308

Do studia zaprosiłam także Beniamina Sobańca z kapeli Roots Rockets, będącą, zaraz po Richiem Campbellu, moim poostródowym zachwytem. A że staram się przemycać do Trójki jak najwięcej reggae, przemyciłam także ich – zespół łączący ze sobą reggae ze starym, trochę oldschoolowym brzmieniem inspirowanym bluesem. Tego wywiadu można posłuchać tu:
http://www.polskieradio.pl/9/4158/Artykul/1501018,Przed-godzina-Zero-8-wrzesnia-godz-2307

Zrealizowałam także dwa odcinki Historii  pewnej płyty – też na regowo. Z Reggaeneratorem, Pablopavo i Mothashippem wspominaliśmy debiutancki krążek Vavamuffin, a z Jarexem i Sławkiem Pakosem pierwszą płytę Bakshishu One Love. 

Wszystko można znaleźć pod tymi linkami:
http://www.polskieradio.pl/9/711/Artykul/1404320,Vavamuffin-debiut-sprawdzony-na-zywym-organizmie
http://www.polskieradio.pl/9/711/Artykul/1550849,Bakszysz-historia-muzykow-ktorzy-nie-potrafili-grac

Do reggae jeszcze wrócę, bo z reggae związanych jest mnóstwo wspomnień z tego roku. Jednak gdybym miała wybrać najważniejsze wydarzenie roku 2015, byłoby to… zostanie kaziem. Zostałam kaziem, bo kaziami od wielu lat określani są pomocnicy Marka Niedźwieckiego. Pan Marek na szczęście zapamiętał moje imię i nie woła do mnie kaziu, ale bądź co bądź w lutym 2015 roku zostałam jego asystentką, choć po drodze zaczęto mnie nazywać także wydawcą. Jestem i jednym, i drugim, a sobota stała się moim ulubionym dniem tygodnia. Obecność w Markomanii to nie tylko tworzenie programu na żywo i podglądanie przy pracy Niedźwieckiego, ale przede wszystkim spotkania. Spotkania z samym Panem Markiem, który jest jedną wielką muzyczną inspiracją. Dzięki Niemu zaczęłam słuchać jazzu i odkryłam wykonawców, do których dotarcie zajęłoby mi pewnie jeszcze dużo czasu. Po drugie – spotkania z gośćmi audycji. W ciągu 33 Markomanii, przy których byłam obecna, poznałam wiele fantastycznych osób, nie tylko muzyków, ale przyjaciół i fanów radia, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Wielkie dzięki dla ludzi z forum LPMN.pl, którzy przyjęli mnie do swojego grona. A goście? Wojciech Młynarski, Kayah, Krzysztof Antkowiak, Michał Bajor, Krzysztof Herdzin, Sebastian Karpiel-Bułecka, zespół Fours Collective, Mateusz Rusin, Stanisława Celińska, Natalia Kukulska – to tylko niektórzy. Po drodze obroniłam też licencjat, który poświęciłam… Markowi Niedźwieckiemu. Jestem na właściwym miejscu.

W końcu koncerty. Wielokrotnie bywałam w Hydrozagadce i wielu innych warszawskich miejscach koncertowych, wliczając trójkowe studio im. Agnieszki Osieckiej, gdzie usłyszałam na żywo Archive. Ale cały rok czeka się przecież na Ostródę, a ta w roku 2015 była wyjątkowa. Przede wszystkim dzięki ludziom, których tam poznałam, starym znajomym, z którymi po latach wciąż się dobrze gada i świetnej festiwalowej atmosferze tego mazurskiego miasta. Nie ma co oszukiwać, to Bakszysz nadał całości szlifu, bo to od Ostródy zaczęła się moja znajomość z zespołem, który 16-letnią kiedyś mnie uczył, co to roots.

A prywatnie urządziłam mieszkanie, które też jest muzyczne. Kiedy włączam płytę do odtwarzacza, przysiadam na kanapie w kwiaty i słucham, mam swój przystanek retro. Czuję się prawie tak dobrze jak w radiu.

Tym zachwyciłam się w 2015 roku. Nie tylko, ale to jakiś mały urywek tego, co było u mnie słychać.

Grudniowy spokój

Jest wigilijny poranek. Zaraz po urodzinowym, jeden z najbardziej magicznych poranków w roku. Wszyscy w pracy, a ja zrobiłam kawę i zaburzyłam porządek na uroczyście zastawionym już na wieczór stole, kradnąc trochę miejsca na komputer. I włączyłam muzykę…

Zawsze do domu przywożę parę płyt, których słucham później podczas świątecznych przygotowań. Bilans przy wyjeździe z reguły mi się nie zgadza, bo odkąd rodzina zrozumiała, że jestem „muzyczna”, pod choinką zawsze znajdę jakiś wcześniej zamówiony album. W tym roku poprosiłam Mikołaja o płytę NINA REVISITED: A Tribute to Nina SimoneBiałą flagę duetu Rani&Czocher. Pierwsza to oczywiście inspiracja Panem Markiem i Markomanią, drugiej jestem ciekawa bardziej, bo stosunek do coverowania Ciechowskiego mam – wiadomo – ambiwalentny.

W święta grać mi będzie przede wszystkim Matt Dusk, którego Piotr Baron określa bawidamkiem, mnie zaś ten bawidamek pasuje. Kolejny raz był lekiem na listopad, kiedy przy lampce wina wsłuchiwałam się w My Funny Valentine czy That Old Feeling, świat był mniej prozaiczny.

Zrobione przy użyciu Lumia Selfie

Do domu przyjechał ze mną także Michał Bajor z nowym albumem Moja miłość.  Czekał już tu na mnie poprzedni album Bajora Moje podróże, należący do mojej mamy, bo fascynację Bajorem odziedziczyłam właśnie po niej. Czekała pewnie nieco ponad 20 lat na jego autograf i doczekała się, bo Michał Bajor był gościem Markomanii. Okazał się, tak jak przypuszczałam, niezwykle szarmanckim i bardzo dobrze wychowanym gentlemanem. Z lekkim przejęciem poprosiłam oczywiście o autografy dla mamy i dla mnie. Potknęłam się z wrażenia w studiu, gdy robiliśmy zdjęcie… Ale tak to jest gdy spotyka się Takiego Artystę. Wracając do nowego albumu, szczególnie często włączam utwór numer 8, czyli Jeśli kocha cię ktoś – piękne emocje i temperament Bajora, jak przed laty gdy śpiewał Moja miłość największa. Również szczególnie udany debiut z Alicją Majewską w premierowej piosence Miłość jest tylko jedna. Płyta jest podróżą do czasów, kiedy festiwal w Opolu rodził największe gwiazdy, a na prywatkach piło się w musztardówkach. Czyli do czasów najpiękniejszych polskich piosenek.

Jednak najpiękniejszą płytę na święta kupiłam tuż przed wyjazdem do domu wraz z ostatnimi prezentami. Kupiłam prezent dla siebie, co w przypadku płyt nie jest u mnie czymś nowym, bo w ciągu ostatnich dwóch miesięcy moja płytoteka powiększyła się o co najmniej 30 pozycji. Ten album leżał już od jakiegoś czasu na biurku Pana Marka. Obserwowałam go kątem oka. Kusił tytułem i ciekawością jak głos wokalisty w takim repertuarze zabrzmi. Okazał się najpiękniejszym grudniowym albumem na święta i nie tylko.

WP_20151223_16_05_10_Selfie(1).jpg

LemON i ich Etiuda zimowa to płyta magiczna, choć ten zwrot szczególnie przed świętami jest wyświechtany, a ja będę uciekać od takich określeń. 11 utworów przenosi do dzieciństwa, kiedy święta miały bajkowy charakter, kiedy czuło się, że dzieje się coś naprawdę ważnego. Tytułowy numer kończący się słowami Ile mam jeszcze w miejsce, gdzie pędzę/ Czy dość już masz mych etiud sprawił, że marzyłam o tym, by ta płyta nigdy się nie kończyła. Chyba rzeczywiście grudzień, okres świąteczny, koniec roku i czas podsumowań powodują, że pragniemy wpuścić do naszego życia odrobinę magii i niecodziennej atmosfery. Temu albumowi daleko do patosu. Daleko do chóralnego wyśpiewywania kolęd. Ale blisko do człowieka przeżywającego święta w samotności, w ciszy, w skupieniu. Znalazły się też na nim kolędy i pastorałki, w tym chyba najpiękniej zaaranżowana Mizerna cicha. W końcu należy wspomnieć o głosie, który tworzy cały klimat Etiudy zimowej. Igor Herbut śpiewa, że zamiast podarków poproszę cud, a ja myślę, że cudem jest jego głos i ta płyta. Grudniowy to po Scarlett najlepszy utwór zespołu. Przepięknie brzmi spokój wokalisty, który wzbudza we mnie poczucie winy, bo ja tego spokoju chciałabym mieć więcej. Na co dzień, bo ta płyta będzie brzmiała świetnie także po świętach.

Życzę Wam wspaniałych, rodzinnych i muzycznych świąt. Pamiętajcie, że muzyka sprawia, że jesteśmy lepszymi ludźmi. Budzi uczucia i zachęca, by tymi uczuciami dzielić się z innymi. Nie wstydźcie się zaśpiewać przy stole kolędę albo pod nosem, lukrując sernik, podśpiewywać pastorałkę. Bo święta to nie tylko Last Christmas.

Mam jeszcze dla Was tegoroczną wersję Trójkowego Karpia. Wesołych świąt!

Apetyt na płyty

(w tle David Gilmour)

Wróciły do mnie płyty! A wszystko przez przeprowadzkę do nowego mieszkania. Gdy opuszczałam stare, spakowałam wszystkie kompakty i wywiozłam w bezpieczne miejsce wolne od kurzu i ciągłego przestawiania klamotów z jednego kąta w kąt drugi. Po prawie trzech miesiącach, gdy już przygotowałam czyste, ciepłe gniazdko, przywiozłam je do nowego miejsca. A przy okazji rozpakowywania zrobiłam podsumowanie.

Najpierw wyglądało to tak:

WP_20151008_002

Płyty kolekcjonuję od niedawna, nawet na początku mojej pracy w radiu nie przywiązywałam do nich tak dużej wagi jak teraz. W Radiu Płock graliśmy z komputera, choć pamiętam olbrzymią ścianę ze stosem płyt, które tylko się kurzyły, bo rzadko ktoś po nie sięgał. Kojarzycie bazary w latach 90.? To jedno z moich wspomnień z dzieciństwa – pirackie płyty porozkładane na łóżkach polowych lub prowizorycznych ladach. Mam parę takich wstydliwych perełek.

Moja miłość do kompaktów kiełkowała długo. Na poważnie kolekcjonuję i wielbię płyty od jakiegoś roku, tak myślę… Wiele z tych krążków kupiłam, jeszcze więcej przyniosłam z radia.

WP_20151008_004Historia płyty CD sięga końca lat 70. Wtedy to Philips razem z Sony opracowali pierwsze krążki i odtwarzacze. „Pierwszą masowo sprzedawaną płytą CD był album Billy’ego Joela „52nd Street”. Trafił on do sklepów w Japonii w październiku 1982 roku. Jednak jako pierwszy wytłoczony został album ABBA „The Visitors”. Z kolei pierwszą testową płytą było nagranie „Eine Alpensinfonie” Richarda Straussa. W Europie pierwsze płyty kompaktowe pojawiły się wiosną 1983 roku.” (http://www.komputerswiat.pl/artykuly/redakcyjne/2012/10/plyty-kompaktowe-dostepne-na-rynku-juz-od-30-lat.aspx)

Na początku lat 80. pierwszą płytę kompaktową do Trójki przyniósł Piotr Kaczkowski i to dzięki niemu narodziła się nowa jakość nadawania dźwięku i rozpoczęła era tak zwanego grania z płyt.

WP_20151008_007

Z rachunków wynika, że mam 113 płyt, z ogromną przewagą polskich nad zagranicznymi: 86 do 27.

WP_20151008_014

Daleko mi do zbiorów znanych mi dziennikarzy. Tomek Żąda opowiadał mi, że przez remont w mieszkaniu, musi wywieźć  wszystkie kompakty i jedynym miejscem, gdzie się zmieszczą, będzie garaż znajomych. Marek Niedźwiecki już ich nie liczy.

„Zawsze mówię, że mam dziesięć tysięcy, ale mam znacznie więcej (…) Płyty to mój nałóg, czasem się tłumaczę przed sobą, że muszę zostawić tę czy tamtą płytę, może się przyda za pięć lat – ale tak naprawdę się nie przydaje, więc ostatnio oddaję płyty bezlitośnie.” (cytat z mojego licencjatu). Od Pana Marka zresztą dostałam już parę płyt, ale żadnej z jego prywatnej kolekcji. Muszę się przypomnieć, bo obiecał coś dla mnie wybrać.

WP_20151008_009

WP_20151008_010WP_20151008_011

Wszystkie płyty są ważne, bo składają się na ważną dla mnie kolekcję. Ale jednak  najcenniejsze są te z autografami od ważnych dla mnie artystów. Idea zbierania podpisów chyba już minęła, prawda? Ale ja jestem staromodna i lubię ze stresem zapytać: Czy mógłby pan podpisać dla mnie płytę?

Wynik 113 to marny wynik. Mam nadzieję, że za rok będę miała drugie tyle. Znów część kupię, część podkradnę z radia, a część dostanę, bo najlepszy prezent dla mnie to nowy krążek, który postawię na moim muzycznym regale.

WP_20151008_016

22 lata z życia. 22 lata polskiej muzyki

ja

17 lutego 1993 roku urodziła się wielka fanka muzyki. Ja. Choć nie od początku byłam świadoma tego, jak wielką rolę muzyka odegra w moim życiu, to przyszedł ten moment, w którym ją w końcu usłyszałam. Wpływ na to, jak postrzegam muzykę, miało wiele osób. Zespół, w którym śpiewałam, znajomi, od których czerpałam pomysły na idoli. I choć ci idole zmieniali się przez lata, to mogę śmiało stwierdzić, że teraz muzyka jest w zupełności moja. To ja uświadamiałam się muzycznie, a moja podróż przez różne gatunki była pragnieniem odnalezienia czegoś, co mnie naprawdę pochłonie. Moi rodzice nie słuchali w młodości muzyki, a na pewno nie byli jej pasjonatami. Tak więc nie znam tradycji słuchania starych płyt w gronie rodzinnym, nie mam bogatej kolekcji winyli, nie znalazłam nigdy w szafie starej gitary taty. Moja muzyka to setki godzin spędzonych na szukaniu artystów. To dziesiątki koncertów – mniej lub bardziej udanych. To wykonawcy, od których kiedyś nie mogłam się oderwać, a dziś nie jestem w stanie posłuchać ich dłużej niż kilka minut. Ale warto było przez to przejść i odkryć to, co kocham. Jeszcze wiele nieodkrytych skarbów muzycznych przede mną. I ta świadomość jest wspaniała.

Przez 22 lata mojego mniej lub bardziej świadomego muzycznie życia działo się wiele. Oto mój przegląd ważniejszych wydarzeń muzycznych w Polsce rok po roku, począwszy od moich narodzin. Continue reading „22 lata z życia. 22 lata polskiej muzyki”

Sobota, kawa i lista przebojów

Zrobione przy użyciu Lumia Selfie

Sobotę zaczynam od sprawdzenia wyników notowania Listy Przebojów Trójki. Nawet jeśli śledzę ją na żywo w piątkowy wieczór, lubię jeszcze raz przejrzeć tabelę, usystematyzować sobie, kto i o ile wspiął się lub spadł w zestawieniu. Zazwyczaj także tuż po piątkowych wynikach oddaję głosy na następny tydzień.  Continue reading „Sobota, kawa i lista przebojów”

Reggae nagrody, reggae wyróżnienia

gentleman_mtv_unplugged
facebook.com/gentleman

Mirosław Maken Dzięciołowski, dziennikarz muzyczny oraz jeden z współtwórców Ostróda Reggae Festival, w swojej audycji Strefa Dread w radiowej Czwórce przyznał regałowe tytuły roku 2014. Głosowali internauci, a oto wyniki:  Continue reading „Reggae nagrody, reggae wyróżnienia”