Wszystko to jego wina

Gdzieś w przerwie pomiędzy czytaniem sterty maili, przegryzaniem świątecznych bakalii i snuciem planów na rok przyszły, odwiedzam przystanek. W głowie układam już podsumowujące rok 2016 zdania pełne muzycznych uniesień, zachwytów nową pracą, radiowych wspomnień i dziękczynnych westchnień. Myślę jednak, że ten rok to szereg migawek, obrazków i powidoków. Dla muzyki również tragicznych. Ktoś napisał, że 2016 był jak seryjny morderca muzyki. Umarły lata 80. W 2016 minęło również 15 lat od śmierci Grzegorza Ciechowskiego.

Te dobre, moje muzyczne chwile wyciągam z archiwum i z sentymentem się do nich uśmiecham. Kolekcjonuję je i pielęgnuję. To obrazkowa opowieść o tym, czym żyłam, kogo spotkałam, kim się zachwyciłam i dlaczego ten rok był niezapomniany.

Od czego zacząć? Od spotkań.

Moi goście byli bohaterami okładek:

Był pierwszy wywiad.

13925822_935079983287105_8172325237023906637_o
Radzimir Dębski dla Anywhere.pl fot. Monika Szałek

I pierwszy tekst.

13350462_1336197036409790_8141410839241682576_o

Podróżowałam.

Obowiązkowo zaliczyłam reggae w Ostródzie.

WP_20160813_017.jpg

Jednak najlepszy koncert w 2016 roku to Archive na Torwarze.

wgkawki-6266
Archive, Torwar, listopad 2016, fot. Darek Kawka dla Anywhere.pl

Muzyki na żywo słuchałam więcej niż kiedykolwiek wcześniej.

I zdarłam parę nowych płyt.

Lato spędziłam nad Wisłą.

img_20160705_130841

A jesienią robili mi zdjęcia.

W małym studiu za Warszawą znalazłam Przyjaciela. Dziękuję Ci.

Chwytałam najlepsze chwile.

Przez kilka miesięcy żyłam głównie Nim i TYM albumem.

ciechowski-swietlik

Znalazłam drugą pracę, bo ci fantastyczni ludzie przyjęli mnie do siebie.

aywherepl-wigilia
Redakcja Anywhere.pl, fot. Tomasz Sagan

 

 

A w pierwszej nic się nie zmieniło.

wgkawki-6047
Z Markiem Niedźwieckim w Trójce, fot. Darek Kawka

2016 – wszystko to twoja wina.

Kazio i druhowie zastępowi

Kto ze słuchaczy wie, o co chodzi? Oczywiście ten, kto śledzi historię „Listy Przebojów Programu III”. Tym razem druhowie zastępowi przejęli stery „Markomanii”. 

Każdy dał kawałek siebie. Każdy zagrał inaczej. Każdy czuł na plecach odpowiedzialność, w końcu mówiło się w zastępstwie Marka Niedźwieckiego. Przez 6 tygodni zmieniali się kolejni prowadzący, a ja ich czujnie obserwowałam. Ja, czyli kazio. A piszę to tylko po to, żeby pochwalić się zdjęciami. Przecież słyszeliście na antenie, jak świetnie sobie poradzili, prawda?

markomania
Realizatorka Agnieszka Łukasiewicz i ja, trzymająca Casha fot. D.Kawka

Kim są „kaziowie” i „druhowie zastępowi”? Tłumaczę to w mojej pracy licencjackiej poświęconej Markowi Niedźwieckiemu. Powstaje nowa, już magisterska. Także o Trójce.

„Wraz z upływem czasu i wzrastającą popularnością audycji narodziła się potrzeba pomocy przy organizacji każdego wydania. Niedźwiecki wyłaniał pomocników spośród fanów, którzy przychodzili na Myśliwiecką podpatrzeć swojego idola przy pracy. Nazywał ich kaziami, co szybko stało się określeniem powszechnie stosowanym. Skąd ta nazwa? Ciekawą historię przytacza sam szef w książce Lista Przebojów Programu Trzeciego. ABC druhów zastępowych i kaziów:

Określenie kazio wzięło się stąd, że w 1984 (…) byłem w Indiach, w Singapurze, w Tajlandii, Malezji i był tam taki kolega lekarz, który do wszystkich mówił „ty, Kaziu”. Pytam go: Dlaczego ty mówisz „kaziu”, skoro to nie jest Kazio?Bo tak mi łatwiej i nigdy się nie pomylę.

Tak więc, aby nie robić przykrości współpracownikom z powodu zapominania imion, wszystkich, nawet dziewczyny, Niedźwiecki nazywał kaziami. Pomocnicy liczyli głosy, kontaktowali się ze słuchaczami wygrywającymi konkursy oraz czuwali nad zmianą taśm, z których na początku grało się muzykę. W gronie licznych współpracowników Niedźwiedzia byli między innymi Paweł Stasiak, który później został liderem zespołu Papa Dance, czy Halina Wachowicz, która współpracuje z Markiem Niedźwiedzkim do dziś. Jak sama wspomina:

Marek Niedźwiecki powiedział podczas Listy, że szuka osób, które chciałyby mu pomagać. Nie wierzyłam, że się dostanę, ale ponieważ bardzo mi zależało, poszłam. (…) Niestety miałam problemy z językiem angielskim i odpadłam, ale zapytałam Niedźwiedzia, czy mogłabym mimo wszystko przychodzić i w czymś pomagać, a on się zgodził. I z tej grupy tylko ja zostałam w Trójce do dziś, reszta się wykruszyła.


Lista druhów zastępowych, czyli wszystkich tych, którzy prowadzili Listę podczas nieobecności Niedźwieckiego, nie ogranicza się jedynie do nazwisk Barona i Metza. Przez trzydzieści trzy lata istnienia programu, siłą rzeczy prowadzących musiało uzbierać się wielu. Wiesław Weiss wymienia ich w 33 x Trójka. Są to: Roman Rogowiecki, Paweł Sito, Paweł Kostrzewa, Piotr Stelmach, Grzegorz Miecugow, Wojciech Mann, Rafał Turowski, Beata Pawlikowska, Piotr Kaczkowski, Agnieszka Szydłowska, Wojciech Zamorski oraz Marcin Łukawski – ci dziennikarze zastępowali Niedźwiedzia najczęściej. Pozostali, między innymi Alina Dragan, Kuba Strzyczkowski, Mariusz Owczarek, Tomasz Żąda czy Artur Orzech, występowali w roli prowadzącego sporadycznie, raz lub dwa razy. Wszyscy druhowie zastępowi w licznych wywiadach czy wspomnieniach jednogłośnie deklarują, że prowadzenie Listy było przede wszystkim ogromnym stresem spowodowanym pragnieniem, by nie dać słuchaczowi do zrozumienia, że chce się być Markiem Niedźwieckim. Miecugow w książce o druhach zastępowych tak to wyjaśnia:

Ogólne wrażenie z tych wszystkich moich notowań, które prowadziłem, mam takie, że za każdym razem tam gdzieś musiał być Marek (…) Zorientowałem się, że nie mogę sobie pozwolić na to, żeby udawać, że to mój program. Ja ostentacyjnie cały czas przywoływałem Marka, na przykład przygotowując się wcześniej i wycinając z taśmy jakieś jego zdania.”


Na czas swojego pobytu w Australii pierwszym druhem zastępowym Marek Niedźwiecki mianował Wojtka Olszaka. Czytelnikom Wojtka przedstawiać nie trzeba, ale warto wspomnieć, że jest cenionym i znakomitym pianistą, kompozytorem, producentem i… fanem „Markomanii”. Zaś jako pierwszy utwór w nowej odsłonie programu wybrzmiała na antenie kompozycja Wojtka – „Szklanka szaleństwa” z repertuaru Woobie Doobie, z gościnnym udziałem Piotra Cugowskiego, Kuby Badacha oraz Ani Szarmach.

img_20161008_095057
Wojtek Olszak

Tydzień drugi – Kuba Badach. Kuba robi show nawet wtedy, gdy nic nie robi. U nas tańczył, śpiewał, mówił, żartował, był znakomity od pierwszej do ostatniej sekundy bycia na antenie.

wgkawki-2666
Kuba Badach, fot. D. Kawka

Rozpoczął program utworem „Work To Do” Avarage White Band i z roboty, którą miał do wykonania, znakomicie się wywiązał. Zagraliśmy także The Beatles, Maxwella, James’a Taylor’a oraz Kubę Badacha. Uśmiałam się jak nigdy.

wgkawki-2608
Pani wydawczyni, proszę… – czyli Kuba mnie o coś błaga for. D.Kawka
wgkawki-2800
fot. D.Kawka
wgkawki-2020654
fot. D.Kawka

Audycja numer 3. Adam Nowak, który przyniósł ze sobą spokój, ciepło i odrobinę zadumy. Gdy w drugiej godzinie zagrał „Już” w wersji koncertowej z Andrzejem Jagodzińskim, pierwszy raz wyszłam ze studia realizatora. Chyba sama dziwiłam się swojej reakcji. To coś więcej niż słuchanie utworu z płyty i zupełnie coś innego niż koncert na żywo. Słyszałam utwór i patrzyłam na jego wykonawcę. Ale przecież jego usta nie składały się w wypowiadane słowa. Adam Nowak siedział nieruchomo i przysłuchiwał się dźwiękom. Jeśli mam płakać w radiu, to tylko na taki widok i z taką muzyką w tle. Posłuchajcie.

14858757_10211020003885469_393126193_o
Adam Nowak fot. D.Kawka

Po t15184053_1494003793962446_582617822_orzech tygodniach panowania mężczyzn, w audycji numer cztery na fotelu prowadzącego zasiadła kobieta. Anna Maria Jopek to, jak przecież wszyscy zaproszeni do tego wyjątkowego projektu, przyjaciółka Trójki. Czuła się więc jak u siebie, grała swoje, mówiła swoje, ze swoim wdziękiem. Na przywitanie zacytowała fragment „Australijczyka”, a chwilę później ów Australijczyk zadzwonił do studia! Reakcja była oczywista – niepohamowany wybuch radości. Jeśli trzy kobiety w studiu piszczą do telefonu, to po tej drugiej stronie może znajdować się tylko Marek Niedźwiecki. Pani Anna zagrała po kobiecemu, pięknie i nastrojowo. Była Joni Mitchell, Barbra Streisand, była Basia i Shirley Horn.

Tydzień później wyjątkowo, bo także w sobotę, przed mikrofonem zasiadł Marcin Kydryński. Jego radiowy dzień to przecież niedziela, kiedy po południu wybrzmiewa przytulna „Siesta”. W „Markomanii” nie zabrakło południowych rytmów, ale słuchacze mogli usłyszeć także Marka Knopflera, Johna Mayera oraz Paula McCartneya.

Audycja numer 6, ostatnia. Last but not least – przed mikrofonem, tym razem jednak nie po to, by śpiewać, wokalistka Dorota Miśkiewicz. Po pięknym wstępie poświęconym zmarłemu Cohenowi, Miśkiewicz zaprezentowała w pierwszej godzinie utwory polskie, w drugiej zagraniczne. I w jednej, i w drugiej radziła sobie świetnie, jak rasowy prezenter radiowy z wieloletnim doświadczeniem.

wgkawki-5510
Dorota Miśkiewicz, fot. D.Kawka

Mamy w Polsce wiele cudownych perełek. Znakomitych Artystów, wielkie osobowości, z charyzmą, talentem i sercem do muzyki. W „Markomanii” wystąpiła przecież tylko garstka z nich. Ale to wystarczyło, bo każdy z prowadzących włożył w pracę właśnie to muzyczne serce. Cieszę się, że mogłam ich ugościć, pomóc i podglądać przy pracy. Dziękuję!

PS Wyprowadzam się, choć tylko jedną nogą. Na Anywhere.pl już za chwilę ruszy mój blog, na którym – tak jak tu – będzie rządzić muzyka. Mam tam interesujących sąsiadów, między innymi Andrzeja Saramonowicza oraz Grzegorza Małeckiego, dlatego zaglądajcie i czytajcie. Przystanku nie zamykam, nie śmiałabym go porzucać!

PPS Wszystkiego najlepszego, Przystanku! Skończyłeś właśnie dwa lata.

Lato mija, ja… rozwijam skrzydła

Czy to już pora, by podsumować lato? Czy ostatnie dni sierpnia oznaczają okrutny koniec? Przegraną w nierównej walce o przedłużenie festiwalowych nocy, czytania w słońcu na balkonie i koncertów pod gołym niebem? Jest dla nas nadzieja. Bo jesień to czas premier.

IMG_20160829_204520

To było bardzo pracowite lato. Cotygodniowe programy z Panem Markiem, w sierpniu nawet w wymiarze XXL, bo od 9. Wstawałam więc (z przerwą na Ostródę) tuż po 6, gdy na Gocławiu było jeszcze całkiem cicho, a sąsiadki ze szpilkami w dłoniach wracały z piątkowego snu nocy letniej. Czasem wypijałam jeszcze kawę, następną już z MN w radiu, ale i tak po 12 wracałam do domu i momentalnie zasypiałam, dołączając do wspomnianych już sąsiadek odsypiających w swoich mieszkaniach na naszym osiedlu.

Nie trafiłam nawet marnej trójki w Lotka, chociaż systematycznie, jak sumienna uczennica, kupony nabywałam i z nadzieją oraz dolarami w oczach potem liczby sprawdzałam.

W mieszkaniu było tyle słońca, że miałam tu swoje prywatne Los Angeles. A na balkonie to nawet afrykańską dżunglę. Pisałam, czytałam, podlewałam miętę w doniczce, która wieczorem tak pięknie oddawała swój zapach, gdy siedziało się i gadało pod gwiazdami.

Pracowałam. Czy ciężko? Gdy praca to przyjemność, ciężar jak puchowe piórko – przyjemnie łaskocze, tylko momentami irytując, gdy zamienia się w słowo „termin” albo nie chce ułożyć się w tytuł. I się nad tym tytułem myśli, i wierci, i krąży się po mieszkaniu, z pokoju na balkon, w tę i we w tę, i się na przykład płucze suche gardło wodą, a potem winem, tłumacząc sobie, że woda nie pomaga. Aż w końcu przychodzi moment, że się, powiedzmy, człowiek potyka o krawężnik albo jedzie człowiek rowerem nad Wisłę. I się tytuł sam wymyśla, albo i się przypadkowo spotyka innego człowieka, z którym się za chwilę wywiad zrobi. I znowu jest lekko, i to piórko jest przyjemne, i ma piękny odcień bladoróżowy. Może tak sobie wyobrażam wenę?

Muzyka jest najważniejsza, więc słuchałam muzyki. Przyznam, że w dużych ilościach, chociaż wygrzebywałam starocie, ukochane stare jamajskie brzmienia albo smooth jazzowe składanki, które idealnie dopasowywały się do pogody. Koncertem wakacji był niezaprzeczalnie koncert Alborosiego w Ostródzie. Korzenne, rootsowe, zawodowe show. Zapomniałam o całym świecie i wpatrywałam się tylko w tego jamajskiego Włocha z dredami do kostek. Śledziłam z uwagą Opener’a, choć w łóżku pod kołdrą, bo tamte lipcowe noce były dość chłodne. I nie tylko przez transmisję koncertu, w trakcie której miałam ciary na całym ciele, pokochałam M83. I nie uwierzycie, ale Pan Marek także. Najnowszy album „Junk” grał przez cały sierpień w Tonacji i Markomanii. M83 w Warszawie w listopadzie. Będę.

No i co ty jeszcze, Budka, robiłaś przez całe wakacje? Muzyki słuchałaś?

BANG!

Zrobiłam wywiad z Radzimirem Dębskim.

BANG! 

Na przystanku w centrum Warszawy czytałam wiersze z Jackiem Cyganem.

BANG!

Zrobiłam trzy wywiady okładkowe: z Kortezem, Leskim i Januszem Radkiem. Ten pierwszy hula już po sieci. Zobaczcie, zapraszam.

Anywhere – Kortez: Kosmos w głowie

BANG!

13978009_1344629762229064_2000889125_o
Z Leskim, fot. Monika Szałek

Biegałam po mieście szukając miejsc na sesje, wypożyczając rowery, siedziałam na chodniku przed hotelem i gadałam o rzucaniu korporacji, w planetarium prawie poleciałam w kosmos, piłam grappę z Jackiem Cyganem, a z Leskim chyba z dziesięć kaw. A niedługo będzie słodko, bo spróbuję Cukierków. Tych muzycznych Cukierków.

13950756_1344666002225440_383079593_o
fot. Monika Szałek
14012613_1344665948892112_65780903_o
Sesja z Januszem Radkiem, od lewej: Olga Jakubiec, Anna Chopard’d, Monika Szałek, Janusz Radek, Michał Chabelski i ja

Zadzwonił dziś mój wydawca i powiedział: „Budka, dobra robota”. Więc myślę sobie – Budka, dobra robota.

Jak pisałam o Liście Przebojów Trójki

Kończę czwarty rok studiów dziennikarskich i wybieram temat pracy magisterskiej. Znowu radiowo. I przypominam sobie, jak rok temu nanosiłam ostatnie poprawki do licencjatu. Pogoda sprzyjała jak dziś, ja przy smooth jazzie – przy którym do teraz pisze mi się najlepiej – kończyłam jeden z najważniejszych tekstów. Bo o Trójce, bo o radiu, bo trochę o mnie. Pamiętam, że opublikowałam tu jedną część (Tutaj), daję Wam następną. Miłej lektury!

Edycja przy użyciu Lumia Selfie

Część 2. Lista Przebojów Programu Trzeciego na przestrzeni lat

To naturalne, że przez ponad trzydzieści trzy lata istnienia formuła Listy ulegała zmianom. Rewolucji uległo to, co tworzy audycję, czyli głosowanie na piosenki, ale i sama Lista „wędrowała” po ramówce stacji. Jak pisze Weiss w 33 x Trójka, na początku Listę Przebojów można było śledzić w sobotnie wieczory, od dwudziestej do dwudziestej drugiej.
W 1990 roku przeniesiono ją na piątek, by 17 lat później znowu na sobotę. Od 2010 roku widnieje w ramówce znów w piątkowe wieczory.[1] Początkowo zestawienie wyglądało następująco: dwadzieścia utworów w głównym notowaniu i dziesięć w uzupełniającym zestawieniu, czyli Poczekalni. Niedźwiecki przyjął zasadę, że piosenka, która zsuwa się z listy, nie trafia do Poczekalni. Wbrew temu, kilku zastępujących Niedźwieckiego, praktykowało taki sposób. Z ubiegiem lat zestawienie się wydłużało. W 1983 roku Poczekalnia miała już dwadzieścia miejsc, następnie w ogóle zniknęła, wróciła w wymiarze dziesięciu miejsc, by znowu przepaść. W 1989 roku było już pięćdziesiąt miejsc (w tym Poczekalnia najpierw dziesięć, potem w 1990 roku dwadzieścia miejsc). Tak Lista wygląda do dzisiaj – trzydzieści utworów w podstawowym zestawieniu, dwadzieścia miejsc w Poczekalni.

Jednak żeby piosenka pięła się lub opadała w zestawieniu, w ruch ten muszą wprowadzić ją głosy słuchaczy. Te najpierw przyjmowano na kartkach pocztowych, na których głosujący musiał zapisać dwa tytuły – jeden polski i jeden zagraniczny. Od 1984 roku były to już trzy dowolne utwory, od 1986 pięć, a od 1989 roku dziesięć.[2] Głosowano również telefonicznie, a przy aparatach dyżurowali wspomniani kaziowie, głównie Halina Wachowicz. Przełomem był rok 1996. Latem tego roku uruchomiono system, dzięki któremu fani mogli głosować na piosenki przez internet. Z czasem ta droga głosowania wyeliminowała pozostałe. „Myślę, że głosowanie internetowe uratowało Listę, kartek przychodziło coraz mniej” – wspomina Marek Niedźwiecki w książce Lista Przebojów Trójki. ABC druhów zastępowych i kaziów.

„Nie wiem, ile ludzi głosowało kartkami, bo tego nie liczyliśmy. Najwięcej głosów dostała chyba Biała flaga Republiki. 1700 kartek pocztowych to było coś. Pierwszy zmasowany atak nastąpił jednak w przypadku Autobiografii Perfectu. Ponad 1400 głosów. Z tym, że druga piosenka w zestawieniu miała już grubo mniej niż 1000.”[3]

Muzycznym ewenementem, jeśli chodzi o pobyt na Liście, jest zespół ArchiveOd premiery, 1 listopada 2002 roku, piosenka Again utrzymała się w zestawieniu 79 tygodni. To prawie dwa lata nieustannej obecności na Liście, w tym pięciokrotnie na miejscu pierwszym.[4]

Ważnym elementem całej machiny radiowej są realizatorzy. I tak jest również w przypadku Listy, do której sukcesu przyczynili się także ci, których nie było słychać na antenie. Pierwszym realizatorem Listy i tym, który zaproponował odejście od grzecznego i poukładanego wizerunku Niedźwieckiego jako pana od listy przebojów był Marek Dalba. Poza nim program realizowali bądź realizują nadal Barbara Głuszczak, Elżbieta Malinowska, Roman Chomicz, Jan Gadomski, Michał Jakubik, Agnieszka Łukasiewicz i Zofia Kruszewska. Ta ostatnia tłumaczy:

Lista Przebojów zawsze uważana była za program najtrudniejszy w realizacji – i to prawda: wymaga większej koncentracji, jeszcze bardziej – niż zazwyczaj – współpracy. Jest szybsza, dużo w niej kreatywnej zabawy – oczywiście w najlepszym tego słowa znaczeniu.”[5]

To realizatorzy odpowiadają za dźwięk, który słychać w eterze – począwszy od głosu prowadzącego po dżingle. A te ostatnie w Liście również mają swoją historię.

Początek każdego programu to połączone fragmenty dwóch utworów grupy Ultravox: The Ascent oraz Your Name (Has Slipped My Mind Again). Kolejnym charakterystycznym dżinglem jest podkład z utworu The Look of Love zespołu ABC. Nowość w zestawieniu zapowiada z kolei fragment z Into The Lens z repertuaru Yes. W trakcie czytania skrótu notowania słuchacze najczęściej mogą usłyszeć Blow duetu Sophie & Peter Johnstone, Out of Touch Darylla Halla i Johna Oatesa lub Life’s What You Make It grupy Talk Talk. Jednak z pewnością najciekawsze z dżingli to te, będące wyciętymi fragmentami rozmów telefonicznych ze słuchaczami. Takie dżingle są montowane na bieżąco i nie żyją na antenie zbyt długo. Znany przed laty był między innymi dźwięk, w którym dziewczęcy głos powtarzał: „Ja chcę do Marka, ja chcę do Marka …”[6]

Lista Przebojów Programu Trzeciego nie zawsze nadawana jest ze studia przy Myśliwieckiej. Od czasu do czasu organizowane są tak zwane listy wyjazdowe, które Trójka realizuje w różnych miastach w Polsce. Takie audycje miały miejsce między innymi w Augustowie, Szklarskiej Porębie czy we Wrocławiu (np. 17 kwietnia 2015 roku).[7] Marek Niedźwiecki znany jest jednak z tego, iż do tego typu przedsięwzięć podchodzi raczej sceptycznie, a kwintesencją takiego podejścia jest jego cytat z książki Marcinkowskiego i Jarosza: „No i notowania wyjazdowe – kompletna beznadzieja, generalizując.”[8] Na moje pytanie o Listę nadawaną z Wrocławia redaktor odpowiedział tymi samymi słowami.

Taki sam „zachwyt” budzą u Niedźwieckiego wszelkie jubileusze Listy. Pierwszy raz świętowano 100. wydanie Listy w 1984 roku. Później była osiemnastka, ćwierćwiecze, trzydziestolecie oraz najświeższe – 33. urodziny Listy Przebojów zorganizowane 24 kwietnia 2015 roku w studiu im. Agnieszki Osieckiej.[9] Niedźwiecki za każdym razem jednak podkreśla, iż te specjalne notowania to dla niego ogromny stres. „Nienawidzę notowań jubileuszowych i właściwie chciałem wziąć urlop na 1500., bo wszyscy oczekiwali, że my zrobimy szpagat, a my tego szpagatu nie umiemy robić” – mówił w wywiadzie z Marcinkowskim i Jaroszem. „Myślę, że na antenie dla słuchacza, który siedzi w domu, to brzmi okropnie. Tutaj jest ciżba ludzka, pełno gości i wszyscy mówią miłe słowa, że fajnie. Właściwie co ja mam na to mówić?”[10]

Nie należy zapomnieć o dwóch znaczących notowaniach, odbywających się równolegle do Listy Przebojów w regularnych odstępach czasowych. Pierwszy to Top Wszech Czasów wymyślony przez redaktora Niedźwieckiego. Przedstawiany jest zawsze w pierwszy dzień nowego roku, a od wielu lat niezaprzeczalnym triumfatorem zestawienia jest zespół Dire Straits z utworem Brothers in Arms.[11]

Drugim zestawieniem – i tu inicjatorami było trzech Piotrów, czyli Metz, Baron i Stelmach – jest Polski Top Wszech Czasów istniejący na antenie od 2008 roku. Ten z kolei prezentowany jest w pierwszych dniach maja. Jeden z założycieli tak to komentuje:

„Sukces podstawowego Topu spowodował, że polski odpowiednik był czymś naturalnym. Radia mają obowiązek grać dużo polskich utworów, a z tym czasem jest problem. Co prawda Trójka miała od zawsze tradycję grania po polsku, ale taki top dodatkowo pozwala grać sporo polskiej muzyki.”[12]

W tym zestawieniu zwycięzcami byli Czesław Niemen z utworem Dziwny jest ten świat (Polski Top Wszech Czasów, wydanie numer 1,2,3 oraz 6), Republika z Białą flagą (Polski Top Wszech Czasów numer 4 i 5), zespół Sztywny Pal Azji i ich Wieża radości, wieża samotności (Polski Top Wszech Czasów nr 7), zaś w 2015 roku triumfowała grupa Perfect z przebojem Autobiografia.[13]

Jeden z kaziów, Dariusz Fabisiak, współpracujący z Niedźwieckim w latach 1985 – 1989 tak wyjaśnia fenomen Listy:

„Być może Trójka była po prostu jedyną w tym momencie stacją, która prezentowała taką muzykę, jakiej słuchacze oczekiwali. Nikt tu nikomu nic nie narzucał. Były inne radiostacje, które prezentowały inną, swoją muzykę, natomiast Trójka miała specyficznych słuchaczy, którzy w zasadzie słuchali tylko Trójki.”[14]

Natomiast Grzegorz Miecugow, były dyrektor Trójki ale też jeden z druhów zastępowych, wspomina:

„Świetny to był czas dla polskich zespołów – pojawiały się te wszystkie zespoły jak Republika, Lady Pank, Oddział Zamknięty, Armia, Hołdys z Perfectem, potem Morawski-Waglewski-Nowicki-Hołdys, jakieś Dezertery czy początki T.Love. (…) To wszystko zaczynało się od Trójki, bo każdy artysta, który coś wartościowego zrobił, sam chciał, żeby to się pojawiło w Trójce. To było najlepsze miejsce.”[15]

Marek Niedźwiecki w książce 33 x Trójka powiedział:

„Najlepsze okresy Listy przypadają na dobrą passę polskiej muzyki. Pamiętam taki czas, kiedy najwyżej notowanym polskim wykonawcą, na siedemnastym miejscu, był zespół Wilki. To najsłabszy okres w historii Listy, mało ludzi wtedy głosowało. Największe emocje wywołuje bowiem polska muzyka. I jeżeli polska muzyka dobrze stoi, wtedy jest więcej głosów; jeśli słabiej, głosów jest mniej …”[16]

Pozytywne odczucia ma Piotr Metz, który mówi:

Lista ciągle jest fajnym przewodnikiem po tym, co się dzieje. Chyba nawet bardziej niż kiedyś. W latach osiemdziesiątych różnica między tym, co było na rynku, a tym, co było na Liście, wynosiła może 1%, a może w ogóle jej nie było. Teraz tak nie jest, bo jest taki zalew różnych rzeczy, że Lista jest pewnym wyborem (…).”[17]

Dla wielu słuchaczy, z różnych pokoleń, Lista Przebojów Programu Trzeciego była i jest wyrocznią. To na niej Polacy kształtują swoje gusta muzyczne. Marek Niedźwiecki przez lata wypracował ogromne zaufanie społeczne, bo jeśli coś znajdzie się na Liścieto znaczy, że jest dobre. Słuchanie audycji to swojego rodzaju rytuał, tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie.

Maj 2015

[1]  Weiss W. (2012), 33 x Trójka. Poznań: Vesper, s. 33.
[2] Ibidem, s. 33.
[3] Jarosz J., Marcinkowski J. (red.), (b.d.) Lista Przebojów Programu Trzeciego.
ABC Druhów Zastępowych i Kaziów
. Świeszyno: Agencja Wydawniczo-Artystyczna jotem3.pl, s. 14.
[4] Lista Przebojów Programu 3, http://lp3.polskieradio.pl/wykonawca/artykul387,87435_archive.aspx (10.05.2015).
[5] J. Jarosz, J. Marcinkowski (red.), op. cit., s. 94.
[6] W. Weiss (2012), op. cit., s. 44.
[7] Trójka we Wrocławiu – mieście z Trójkowym Znakiem Jakości (2015), http://www.polskieradio.pl/9/29/Artykul/1422926,Trojka-we-Wroclawiu-miescie-z-Trojkowym-Znakiem-Jakosci (dostęp: 10.05.2015).
[8] J. Jarosz, J. Marcinkowski (red.), op. cit., s. 19.
[9] Sto lat Liście Przebojów Programu 3! (2015), http://www.polskieradio.pl/9/201/Artykul/1428743,Sto-lat-Liscie-Przebojow-Programu-3 (dostęp: 10.05.2015).
[10] J. Jarosz, J. Marcinkowski (red.), op. cit., s. 18.
[11] Top Wszech Czasów, http://lp3.polskieradio.pl/topnotowanie/ (dostęp: 10.05.2015).
[12] J. Jarosz, J. Marcinkowski (red.), op. cit., s. 113.
[13] Polski Top Wszech Czasów, http://lp3.polskieradio.pl/polskitopnotowanie/ (dostęp: 10.05.2015).
[14] J. Jarosz, J. Marcinkowski (red.), op. cit., s. 55.
[15] Ibidem, s. 118.
[16] W. Weiss (2012), op. cit., s. 24.
[17] J. Jarosz, J. Marcinkowski (red.), op. cit., s. 115.

 

Muzyczne roku początki

Kawa. Słońce. Damian Syjonfam w głośnikach. Niedziela. Nowy wpis.

To pierwsza niedziela od bardzo dawna, kiedy nic nie muszę. W mieszkaniu natłok dźwięków. Z łazienki dobiega wirowanie pralki, w kuchni słychać pulsujące działanie zmywarki, w międzyczasie jeszcze zadzwonił telefon i przyszło parę smsów. Do tego śpiewa mi Damian Syjonfam ze swojej świeżo wydanej płyty. A za oknem piękne słońce, widok na wysokie, chude drzewa czekające na wiosnę. Ruch na Wale Miedzeszyńskim leniwy, jak to w niedzielę. Monika w pokoju obok odsypia sobotę. A ja piszę…

WP_20160207_12_28_58_Pro

Jeśli ten wpis będzie mniej muzyczny niż zwykle, przepraszam za rozczarowanie. Styczeń był muzyczny, ale muzyczno-towarzyski, a ja chciałabym to wszystko opisać, żeby zatrzymać wspomnienia.

I nie mogę się skupić, bo ta nowa płyta Syjonfama jest absolutnie mistrzowska! Damian śpiewa o tym, co mi w duszy gra, o czym myślę i nad czym się często zastanawiam. Soulmates? A może siła reggae? Może jedno i drugie. Ale ja już wiem, że szybko się od tej płyty nie uwolnię.

Wracając do styczniowych wspomnień. Wymarzyłam sobie, że ten rok powitam w radiu. Bo jaki początek, taki cały rok… Pół godziny po północy byłam już przy Myśliwieckiej. Na szpilkach, w sylwestrowej sukience uściskałam Tomka Żądę, który pełnił dyżur przed mikrofonem. Przemknęła mi w głowie myśl, że może to zaklinanie przyszłości się spełni i rzeczywiście cały rok spędzę w Trójce.

Zrobione przy użyciu Lumia Selfie
Monika, Ada i ja – Sylwester w Trójce

A następnego dnia znów pobiegłam do radia. Pierwszy raz miałam dyżur podczas noworocznego Topu Wszech Czasów. Podczas gdy Piotr Baron nadawał z Katowic, ja czuwałam nad pomyślnym przebiegiem programu w Warszawie. Poznałam chłopaka, w którym dostrzegłam siebie sprzed lat. Jasiek Malinowski przyszedł na Myśliwiecką, by z epicentrum wydarzeń aktualizować na bieżąco fanpage Topu, który sam założył. Widziałam, jak bardzo cieszy się z tego, że jest tam z nami. Jaśku, życzę Ci, żebyś dołączył do tej ekipy, bo wierzę, że jesteś radiotą. A to rzadka i cenna przypadłość.

Zrobione przy użyciu Lumia Selfie
Z Jaśkiem Malinowskim, Top Wszech Czasów, 1 stycznia 2016

Z kolei radiotę dostrzegli we mnie rodzice, którzy po tylu latach odwiedzili mnie w radiu. I chociaż ważne było dla nich na pewno spotkanie z Panem Markiem, to ważniejsza była obecność w „mojej Trójce”, o której przecież ciągle przy rodzinnym stole mówię. Oprowadziłam ich po moim drugim domu, a duma w oczach mojego taty była czymś, na co wiele lat czekałam. Obserwował mnie przy pracy, a ja przypomniałam sobie czasy, kiedy w liceum zamiast uczyć się do sprawdzianu z historii, siedziałam w studiu radiowym i prowadziłam mój pierwszy autorski program. Z historii oczywiście zawsze miałam ledwo 3, co przyprawiało mojego tatę o chroniczne stany przedzawałowe.

Edycja przy użyciu Lumia Selfie
Moi Rodzice, Pan Marek i ja

Spotkań ciąg dalszy. Kolejny zlot forumowiczów z LPMN. W zawężonym gronie ponownie spotkaliśmy się w „Chińczyku”, czyli ulubionej restauracji Niedźwiedzia przy Senatorskiej w Warszawie. My, czyli Pan Marek z asystentką i fani (choć ja przecież fanką też jestem), czyli Baśka, Iśka, Julia, Konrad, Olaf i Szymon. To zadziwiające, że ci ludzie są w stanie przyjechać z drugiego końca Polski by spotkać się z ulubionym dziennikarzem. Nam dojazd zajął 15 minut, ale przecież podróż z takiego Wrocławia czy Szczecina to nie lada wyprawa. Chociaż pewnie tylko ja tak myślę…

12695848_1270459176301292_1486299259_n

Wróćmy do muzyki. Wydarzeniem stycznia był z pewnością koncert Leskiego. To facet, który poraża szczerością, skromnością i najlepszymi cechami, które może posiadać muzyk. Jego .splot jest moją ulubioną płytą 2015 roku i prawie cały rok czekałam, aby usłyszeć ten materiał na żywo. Zagrał w Studiu Osieckiej, więc czy mogłam wymarzyć sobie lepsze miejsce by usłyszeć ulubionego artystę? Paweł nie zawiódł, dał znakomity koncert, a ja siedziałam w pierwszym rzędzie i nie mogłam oderwać od niego wzroku. Gitara to zdecydowanie jego naturalny atrybut, bo gdy ją odkładał, dało się zauważyć, że nie bardzo może się odnaleźć. Co zrobić z rękoma? Włożyć do kieszeni czy nie? Z gitarą czy bez, Leski przede wszystkim bardzo dobrze śpiewa i interpretuje swoje teksty. Ze sceny płynął przyjemny strumień ciepła, mądrości i miłości, chociaż nie wszystkie utwory traktują o miłości szczęśliwej. Na świetną całość złożyli się także muzycy towarzyszący Pawłowi, profesjonalni i utalentowani ludzie, którzy na scenie bardzo się dopełniali. Wielkie brawa dla basisty, którego znam także z formacji Rusin & Trebuchet. Cały koncert został zarejestrowany i można go obejrzeć tu:

http://www.polskieradio.pl/9/319/Artykul/1562835,Leski-analogowe-syntezatory-i-folkowa-tradycja

W kolekcji pojawiło się kilka nowych płyt. Między innymi album Bowiego, o którym powiedziano już wiele. Mnie Czarna Gwiazda nie zachwyciła od razu. Ale śmierć artysty sprawia, że pochylamy się nad jego muzyką z otwartym sercem i ładunkiem emocjonalnym. Mi ten ładunek pozwolił odkryć, że Lazarus to znakomity utwór, tak jak pozostałe na płycie.

O nowej płycie Syjonfama jeszcze napiszę, bo zasługuje nie tylko na wspomnienie. Są nowe Pustki, Skunk Anansie, Tindersticks oraz Bruno Schulz, zespół który obserwuję od wielu lat. Płytę dostałam od samego wokalisty, choć przez pośrednika, bo egzamin sprawił, że w radiu pojawić się nie mogłam. Jest także Gazeta Magnetofonowaprojekt crowdfundingowy, któremu bardzo kibicuję. To coś, czego brakowało na rynku prasowym – gazeta w pełni poświęcona jest polskiej muzyce. Mam nadzieję, że przetrwa, bo pierwszy numer jest obiecujący. Wśród felietonistów znalazł się Pablopavo, a to dobrze wróży, prawda?

Zbliżają się 23. urodziny. Życzenie – niech będą muzyczne.

3 w 2015 (czyli wszystko kręci się wokół radia)

Jak zwykle,  gdy zamierzam napisać nowy post, przysiadam do komputera z kawą i wybieram płytę do posłuchania. Tym razem wybór padł na mój świąteczny prezent, czyli album Nina Revisited: Tribute to Nina Simone. Utwór drugi to Feeling good w wykonaniu niesamowitej Ms. Lauryn Hill. Ja w tym mijającym roku wiele razy śpiewałam, powtarzałam i mówiłam do siebie i innych I’m feeling good. Bo to był wspaniały rok, jeden z najlepszych. Na pewno najbardziej muzyczny, najbardziej radiowy, najbardziej niezapomniany. Oto podsumowanie mojego roku 2015.

Ukazało się już wiele rankingów na album czy piosenkę roku. Króluje Pablopavo/Iwanek/Praczas, króluje Leski, Kortez i Zbigniew Wodecki z Mitch&Mitch Orchestra. To też moje muzyczne zachwyty, bo w mijającym roku spędziłam niewyobrażalnie wiele godzin na słuchaniu muzyki. Nigdy wcześniej nie zajmowało mi to tyle czasu i nigdy wcześniej nie czerpałam z tego takiej przyjemności. Przynajmniej dwukrotnie powiększyłam swoją płytotekę, a kolekcjonowanie płyt stało się moim najważniejszym hobby.

Ale to słuchanie muzyki nie miałoby takiego sensu gdyby nie radio. Kolejny rok spędziłam przy Myśliwieckiej, w najlepszej redakcji muzycznej w  Polsce, czym się chwalę, bo takimi sprawami chwalić się warto. Dwa  wywiady i dwa autorskie odcinki, wszystko u boku Tomka Żądy, któremu zawdzięczam moją obecność w tej stacji. Pierwszą rozmowę, choć to nie był mój debiut na tójkowej antenie, przeprowadziłam z Dawidem Portaszem z Jafii przy okazji premiery ich świetnego (!) nowego albumu Ka Ra Va Na.  Drżałam z nerwów na myśl o spotkaniu i na myśl o mojej rozmowie z Portaszem, bo to muzyk z grupy tych, których słucham od zawsze. Konfrontacja okazała się bardzo przyjazna, wywiad tym bardziej. Dla przypomnienia pod tym linkiem:
http://www.polskieradio.pl/9/4158/Artykul/1450784,Przed-godzina-Zero-26-maja-godz-2308

Do studia zaprosiłam także Beniamina Sobańca z kapeli Roots Rockets, będącą, zaraz po Richiem Campbellu, moim poostródowym zachwytem. A że staram się przemycać do Trójki jak najwięcej reggae, przemyciłam także ich – zespół łączący ze sobą reggae ze starym, trochę oldschoolowym brzmieniem inspirowanym bluesem. Tego wywiadu można posłuchać tu:
http://www.polskieradio.pl/9/4158/Artykul/1501018,Przed-godzina-Zero-8-wrzesnia-godz-2307

Zrealizowałam także dwa odcinki Historii  pewnej płyty – też na regowo. Z Reggaeneratorem, Pablopavo i Mothashippem wspominaliśmy debiutancki krążek Vavamuffin, a z Jarexem i Sławkiem Pakosem pierwszą płytę Bakshishu One Love. 

Wszystko można znaleźć pod tymi linkami:
http://www.polskieradio.pl/9/711/Artykul/1404320,Vavamuffin-debiut-sprawdzony-na-zywym-organizmie
http://www.polskieradio.pl/9/711/Artykul/1550849,Bakszysz-historia-muzykow-ktorzy-nie-potrafili-grac

Do reggae jeszcze wrócę, bo z reggae związanych jest mnóstwo wspomnień z tego roku. Jednak gdybym miała wybrać najważniejsze wydarzenie roku 2015, byłoby to… zostanie kaziem. Zostałam kaziem, bo kaziami od wielu lat określani są pomocnicy Marka Niedźwieckiego. Pan Marek na szczęście zapamiętał moje imię i nie woła do mnie kaziu, ale bądź co bądź w lutym 2015 roku zostałam jego asystentką, choć po drodze zaczęto mnie nazywać także wydawcą. Jestem i jednym, i drugim, a sobota stała się moim ulubionym dniem tygodnia. Obecność w Markomanii to nie tylko tworzenie programu na żywo i podglądanie przy pracy Niedźwieckiego, ale przede wszystkim spotkania. Spotkania z samym Panem Markiem, który jest jedną wielką muzyczną inspiracją. Dzięki Niemu zaczęłam słuchać jazzu i odkryłam wykonawców, do których dotarcie zajęłoby mi pewnie jeszcze dużo czasu. Po drugie – spotkania z gośćmi audycji. W ciągu 33 Markomanii, przy których byłam obecna, poznałam wiele fantastycznych osób, nie tylko muzyków, ale przyjaciół i fanów radia, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Wielkie dzięki dla ludzi z forum LPMN.pl, którzy przyjęli mnie do swojego grona. A goście? Wojciech Młynarski, Kayah, Krzysztof Antkowiak, Michał Bajor, Krzysztof Herdzin, Sebastian Karpiel-Bułecka, zespół Fours Collective, Mateusz Rusin, Stanisława Celińska, Natalia Kukulska – to tylko niektórzy. Po drodze obroniłam też licencjat, który poświęciłam… Markowi Niedźwieckiemu. Jestem na właściwym miejscu.

W końcu koncerty. Wielokrotnie bywałam w Hydrozagadce i wielu innych warszawskich miejscach koncertowych, wliczając trójkowe studio im. Agnieszki Osieckiej, gdzie usłyszałam na żywo Archive. Ale cały rok czeka się przecież na Ostródę, a ta w roku 2015 była wyjątkowa. Przede wszystkim dzięki ludziom, których tam poznałam, starym znajomym, z którymi po latach wciąż się dobrze gada i świetnej festiwalowej atmosferze tego mazurskiego miasta. Nie ma co oszukiwać, to Bakszysz nadał całości szlifu, bo to od Ostródy zaczęła się moja znajomość z zespołem, który 16-letnią kiedyś mnie uczył, co to roots.

A prywatnie urządziłam mieszkanie, które też jest muzyczne. Kiedy włączam płytę do odtwarzacza, przysiadam na kanapie w kwiaty i słucham, mam swój przystanek retro. Czuję się prawie tak dobrze jak w radiu.

Tym zachwyciłam się w 2015 roku. Nie tylko, ale to jakiś mały urywek tego, co było u mnie słychać.

Grudniowy spokój

Jest wigilijny poranek. Zaraz po urodzinowym, jeden z najbardziej magicznych poranków w roku. Wszyscy w pracy, a ja zrobiłam kawę i zaburzyłam porządek na uroczyście zastawionym już na wieczór stole, kradnąc trochę miejsca na komputer. I włączyłam muzykę…

Zawsze do domu przywożę parę płyt, których słucham później podczas świątecznych przygotowań. Bilans przy wyjeździe z reguły mi się nie zgadza, bo odkąd rodzina zrozumiała, że jestem „muzyczna”, pod choinką zawsze znajdę jakiś wcześniej zamówiony album. W tym roku poprosiłam Mikołaja o płytę NINA REVISITED: A Tribute to Nina SimoneBiałą flagę duetu Rani&Czocher. Pierwsza to oczywiście inspiracja Panem Markiem i Markomanią, drugiej jestem ciekawa bardziej, bo stosunek do coverowania Ciechowskiego mam – wiadomo – ambiwalentny.

W święta grać mi będzie przede wszystkim Matt Dusk, którego Piotr Baron określa bawidamkiem, mnie zaś ten bawidamek pasuje. Kolejny raz był lekiem na listopad, kiedy przy lampce wina wsłuchiwałam się w My Funny Valentine czy That Old Feeling, świat był mniej prozaiczny.

Zrobione przy użyciu Lumia Selfie

Do domu przyjechał ze mną także Michał Bajor z nowym albumem Moja miłość.  Czekał już tu na mnie poprzedni album Bajora Moje podróże, należący do mojej mamy, bo fascynację Bajorem odziedziczyłam właśnie po niej. Czekała pewnie nieco ponad 20 lat na jego autograf i doczekała się, bo Michał Bajor był gościem Markomanii. Okazał się, tak jak przypuszczałam, niezwykle szarmanckim i bardzo dobrze wychowanym gentlemanem. Z lekkim przejęciem poprosiłam oczywiście o autografy dla mamy i dla mnie. Potknęłam się z wrażenia w studiu, gdy robiliśmy zdjęcie… Ale tak to jest gdy spotyka się Takiego Artystę. Wracając do nowego albumu, szczególnie często włączam utwór numer 8, czyli Jeśli kocha cię ktoś – piękne emocje i temperament Bajora, jak przed laty gdy śpiewał Moja miłość największa. Również szczególnie udany debiut z Alicją Majewską w premierowej piosence Miłość jest tylko jedna. Płyta jest podróżą do czasów, kiedy festiwal w Opolu rodził największe gwiazdy, a na prywatkach piło się w musztardówkach. Czyli do czasów najpiękniejszych polskich piosenek.

Jednak najpiękniejszą płytę na święta kupiłam tuż przed wyjazdem do domu wraz z ostatnimi prezentami. Kupiłam prezent dla siebie, co w przypadku płyt nie jest u mnie czymś nowym, bo w ciągu ostatnich dwóch miesięcy moja płytoteka powiększyła się o co najmniej 30 pozycji. Ten album leżał już od jakiegoś czasu na biurku Pana Marka. Obserwowałam go kątem oka. Kusił tytułem i ciekawością jak głos wokalisty w takim repertuarze zabrzmi. Okazał się najpiękniejszym grudniowym albumem na święta i nie tylko.

WP_20151223_16_05_10_Selfie(1).jpg

LemON i ich Etiuda zimowa to płyta magiczna, choć ten zwrot szczególnie przed świętami jest wyświechtany, a ja będę uciekać od takich określeń. 11 utworów przenosi do dzieciństwa, kiedy święta miały bajkowy charakter, kiedy czuło się, że dzieje się coś naprawdę ważnego. Tytułowy numer kończący się słowami Ile mam jeszcze w miejsce, gdzie pędzę/ Czy dość już masz mych etiud sprawił, że marzyłam o tym, by ta płyta nigdy się nie kończyła. Chyba rzeczywiście grudzień, okres świąteczny, koniec roku i czas podsumowań powodują, że pragniemy wpuścić do naszego życia odrobinę magii i niecodziennej atmosfery. Temu albumowi daleko do patosu. Daleko do chóralnego wyśpiewywania kolęd. Ale blisko do człowieka przeżywającego święta w samotności, w ciszy, w skupieniu. Znalazły się też na nim kolędy i pastorałki, w tym chyba najpiękniej zaaranżowana Mizerna cicha. W końcu należy wspomnieć o głosie, który tworzy cały klimat Etiudy zimowej. Igor Herbut śpiewa, że zamiast podarków poproszę cud, a ja myślę, że cudem jest jego głos i ta płyta. Grudniowy to po Scarlett najlepszy utwór zespołu. Przepięknie brzmi spokój wokalisty, który wzbudza we mnie poczucie winy, bo ja tego spokoju chciałabym mieć więcej. Na co dzień, bo ta płyta będzie brzmiała świetnie także po świętach.

Życzę Wam wspaniałych, rodzinnych i muzycznych świąt. Pamiętajcie, że muzyka sprawia, że jesteśmy lepszymi ludźmi. Budzi uczucia i zachęca, by tymi uczuciami dzielić się z innymi. Nie wstydźcie się zaśpiewać przy stole kolędę albo pod nosem, lukrując sernik, podśpiewywać pastorałkę. Bo święta to nie tylko Last Christmas.

Mam jeszcze dla Was tegoroczną wersję Trójkowego Karpia. Wesołych świąt!

Sto lat dla mnie, czyli pierwsze urodziny przystanku retro

Zaczęłam od CD 1, ale od razu przeskoczyłam do utworu numer 8 – Kuba Badach z Kreszendo. I śpiewając będziesz moją muzą tanecznie przeszłam cały korytarz w to i z powrotem (całe szczęście, że korytarz długi). Potem CD 2 i utwór drugi. Keziah Jones i Sinnerman. Od niedawna moja ulubiona interpretacja tej pieśni, podchodząca z albumu NINA REVISITED: A Tribute To Nina Simone. A więc tak wyglądało moje pierwsze przesłuchanie Smooth Jazz Cafe 15. Większość utworów znam z Markomanii, przecież systematycznie tam się pojawiają. A więc po tym pierwszym grabieżczym przesłuchaniu, rozpoczynam, jak należy, od utworu numer 1 z CD 1 i dalej… (A może przy słuchaniu tej płyty stworzę jakieś dzieło? Przy SJC 14 napisałam licencjat… Marzy mi się powieść…)

Zrobione przy użyciu Lumia Selfie

Zrobione przy użyciu Lumia Selfie

RADIO

Dużo nowości od Marka Niedźwieckiego. Wyszła Muzyka Ciszy 3, na której znalazł się między innymi zachwycający Pascal Obispo i D’un Avé Maria. Przyznam się, że włączyłam teraz ten numer i nie mogę skupić się na pisaniu…

W księgarniach  Australijczyk już świeci żółtą okładką i zaprasza do czytania. Tego choć mało, to jest co oglądać, dużo różnokolorowych zdjęć, nie tylko kangurów i opery w Sydney.

 

 

Zrobione przy użyciu Lumia Selfie

Kończąc temat Markomanii pochwalę się tylko jeszcze tym zdjęciem, nie komentując go wyczerpująco. Czy to źle, że chciałam zdjęcie?

sebastian karpiel bulecka
Sebastian Karpiel-Bułecka w Markomanii

I czy źle, że mam autograf?

Zrobione przy użyciu Lumia Selfie

WP_20151114_16_05_36_ProKtoś na fb Trójki pod relacją z wizyty Zakopower, napisał komentarz: Czy to jeszcze Trójka? Gdzie zaczyna się i kończy Trójka? Czy Marek Niedźwiecki może rozmawiać z Karpielem-Bułecką czy już nie? Czy zagrają nową płytę Margaret i Matta Duska? Nie wierzyłam, a jednak. Pan Marek powiedział, że Margaret lepsza od Duska. Ja się zakochałam w tym wydawnictwie, w dzień po premierze było już u mnie. To nie wstyd kupić tę płytę. A jeszcze lepiej kupić ją ukochanej osobie na święta.

 

 

PŁYTY

A propos nowych płyt. Mam WIR – wykłóciłam się z panią w empiku, że w dniu premiery płyta powinna być na półce. Uspokajając sytuację poprosiłam o sprawdzenie w dostawie i okazało się, że była. Miałam Pablo w dniu premiery. Płyta jest surowa, skandynawska i zimna. Jeszcze mnie nie przekonała.

wir okladka

Zrobione przy użyciu Lumia Selfie

Jest oczywiście Michał Bajor; jest Herdzin i Szcześniak (polecam);, Daniel Bloom rozczarowująco niebloomowy, choć nadal niezły; na punkcie Simplefields – jeśli jeszcze tego nie zrobiła – to oszaleje cała Polska; Kortez późno u mnie zawitał, ale wpasowuje się w jesienne zimne wieczory; Stanisława Celińska Suplement – ciężko mi się do niej przekonać; no i świetne wydanie Maanamu na 30-lecie istnienia zespołu.

KONCERTY

Leski w Stodole przełożony na 17 lutego… czyli moje urodziny. Nie wiem, czy pójdę. Nigdy nie spędzałam urodzin na koncercie, może najwyższy czas, żeby to zrobić?

W międzyczasie też wypiłam toast na urodzinach Radia Kampus, z którym byłam związana. Zagrał Pablopavo, zagrał Taco Hemingway. Miłość do Pabla się nie zmieniła, zachwyt nad Taco przeminął.

Poznałam także muzykę Jacka Stęszewskiego, którego wokal kojarzyłam dotąd jedynie z kapeli Koniec Świata. Jacek zagrał recital w warszawskim klubie Mechanik.

WP_20151107_21_37_39_Pro

Choć bardami nigdy się nie zachwycałam, to w Jacku coś mnie urzekło. Może dająca się odczuć najnormalniejsza na świecie, najprostsza i niewymuszona radość bycia na scenie? A może całkiem niezły głos i jeszcze lepsze aranżacje? A może teksty? Jacek powiedział mi, że porównują go do Jacka Kaczmarskiego, ale czy każdy facet siedzący na scenie z gitarą musi być Kaczmarskim? Stęszewski jest Stęszewskim, całkiem niezłym Jackiem Stęszewskim. Koncertuje w całej Polsce, jeśli będzie w waszym mieście, zachęcam do zobaczenia i posłuchania go na żywo.

Zrobione przy użyciu Lumia Selfie

W tym tygodniu ruszam na One Love Sound Fest do Wrocławia. W końcu tam dotrę, to będzie mój pierwszy raz na festiwalu i pierwszy raz we Wrocławiu! Tak to już jest, że ostródowe znajomości trwają jeszcze długo po zakończeniu imprezy, a moja znajomość z Bakshishem zaowocowała nie tylko programem w Trójce, ale też wspólnym wyjazdem na One Love. Na festiwalu Bakshish tym razem w soundsystemowej odsłonie, a w czasie kiedy ja będę tańczyć pod sceną, w Trójce emisja mojego odcinka Historii pewnej płyty o… pierwszej płycie Bakshishu z roku 1993!  Sobota, 21 listopada, godz. 18., Program III – zapraszam do słuchania!

Miało być o koncertach i spotkaniach, a tu znowu mi się miesza z radiem. Ale przecież wszystko miesza się z radiem, wszystko dzieje się wokół radia i wszytko z radiem jest związane. A szczególnie kolejne spotkanie. Wiele lat temu, przekonana o swoim talencie pisarskim i przyszłości w dziennikarstwie politycznym, trafiłam do Katolickiego Radia Płock. Chciałam spróbować swoich sił, w końcu mikrofon już wtedy nie był mi obcy. Zmieniłam zdanie zarówno o umiejętności pisania, jak i karierze w sejmie i zakochałam się w radiu. Moją Mistrzynią i pierwszą nauczycielką tego fachu, dzięki której zajęcie to stało się czymś dużo więcej niż fach, stała się i nadal jest Renata Kraszewska. Widujemy się rzadko, niedawno przyjechała do Warszawy i po 5 latach znowu mamy wspólne zdjęcie.

WP_20151105_15_52_23_Pro (3) ()

Pani Renato, Renato – dziękuję.

Minął rok od założenia tego bloga. Przez ten rok wydarzyło się tyle muzycznych rzeczy, o których tu pisałam, tyle płyt wyszło, tyle czasu spędziłam na słuchaniu muzyki! Napisałam licencjat, zostałam wydawcą w radiu, zakochałam się i odkochałam, urządziłam mieszkanie, przeprowadziłam się, a wszystkie płyty przywędrowały razem ze mną w nowe miejsce. Muzyka została, muzyka będzie zawsze. Życzę sobie, z okazji pierwszych urodzin mojego bloga, wytrwałości w pisaniu. Bo o tym, że nie stracę pasji do muzyki i radia, jestem przekonana. W końcu to blog (patrz nagłówek) – O MUZYCE, RADIU I PASJI.

Ola