Rzecz o teledyskach

Mam problem z teledyskami. Do niedawna jeszcze mogły dla mnie nie istnieć. Tłumaczyłam sobie, że tak jak słuchaczowi radia nie jest potrzebny obraz, to tym bardziej dla radiowca teledysk do utworu, który chce zaprezentować na antenie będzie zupełnie zbędny. Nie raz zdarzało się, że obraz psuł mi zupełnie odbiór muzyki, więc darowałam sobie męki i teledysków po prostu nie śledziłam. Swojego czasu zachwyciłam się jednak klipem do One more day zespołu Letters From Silence. Dziś już mi się tak nie podoba, choć to nadal ładny obrazek.

Spojrzenie na klipy odczarowało się wtedy, gdy sama w jednym wystąpiłam. Nie dość że retro, że czarno-biały, to jeszcze był to klip artysty, który przez swoją muzykę opowiadał mi o Warszawie i pokazywał ją wtedy, gdy sama jej jeszcze dobrze nie znałam. Tym razem piosenka była mniej stołeczna, a bardziej miłosna. I do tego była dancingowa…

Pablopavo i Ludziki – Dancingowa piosenka miłosna, reż. Radosław Chrześciański

I tak się stało, że wystąpiłam w klipie prawie że u boku Pablopavo. Po pierwsze – ogromny zaszczyt, po drugie – wspaniała przygoda, którą przeżywałam jeszcze bardzo długo. I wciąż czuję dreszczyk ekscytacji, gdy słyszę ten utwór.

A niespełna rok później…

Rubber Dots – Brain In a Vat, reż. Piotr Rajkowski

Kolejny klip, a ja w nim znów trochę retro. Tak jak wiele osób pojawia się w ciągu tych kilku minut, tak wiele jest analiz całego teledysku. Pomysł opierał się na historii chłopaka wychodzącego z klubu, który podczas jazdy taksówką po mieście obserwuje ludzi po drugiej stronie szyby. Postaci są czasem skrajnie różne, czasem podobne do siebie, jednak każda ma w sobie coś szczególnego. Widzimy chłopaka z różą, dziewczynę z książką, starszego mężczyznę o aparycji menela z dworca, podczas gdy w rzeczywistości to facet, który ma podobno szlacheckie korzenie. Dla mnie ten klip to przewijająca się w zwolnionym tempie taśma z przekrojem społeczeństwa A.D. 2014. Rozmazane i wyostrzone postaci, część w parach, część ukazana jako wyodrębnione jednostki, bo w żaden sposób nie pasują do osoby stojącej obok. A może to wystawa ludzi-symboli? Czy każdy jest w stanie odnaleźć tam osobę, do której jest podobny? Boję się, że w mojej postaci, kobiety pędzącej do pracy w korporacji z telefonem i kubkiem kawy w dłoniach, mogłoby się przejrzeć wielu z nas.

Przejrzeć można się także w nowym klipie Pablopavo. Tu słowem-kluczem jest powidok. A co to takiego? Oddaję do indywidualnej interpretacji.

Może w tym sęk? By w klipie, który jest przecież wizją reżysera, odnaleźć coś własnego? A co jeśli ten obraz zupełnie nie współgra z naszym wyobrażeniem danego utworu?

Reklamy