Wiosennie i sennie

73260310

Zgubiłam gdzieś dzień. Przepadł mi w niepościelonym łóżku, śniadaniu zjedzonym o jedenastej i popołudniowej drzemce. Przesilenie wiosenne gorsze od najpaskudniejszej grypy.

To nie wymówka na lenistwo, ja naprawdę fatalnie reaguję na zmianę pogody.  A jeśli tej towarzyszy jeszcze zmiana czasu – no to umarł w butach. Panie świeć nad nienapisanym kolejnym rozdziałem magisterki, stertą prania, która miała dziś wylądować w pralce, kilkoma mailami, na które nie chce się i NIE MOŻE odpisać i tymi szpilkami, co to stoją w progu od piątkowej nocy.

Jutro biorę rozwód z kanapą, która ma magiczną moc. Oprócz tego, że jest piękna, bo w kwiatki i pasuje mi do wystroju mieszkania, to najkrótsza chwila na niej spędzona przeradza się w kilkugodzinną drzemkę. Ale jakkolwiek by się człowiek starał – w nocy to zaklęcie nie działa. Dlatego od jutra siadam na podłodze, bo miarka się przebrała.

Znajomy powiedział mi niedawno, że wyglądam na niebywale zmęczoną. Jak to możliwe, kiedy się tyle śpi? Przespałam pewnie trzy czwarte tego cholernego przedwiośnia, choć jak się okazuje, nie był to beauty sleep. Nienawidzę cię, zakało wszystkich pór roku. Zgiń, umrzyj, przepadnij.

Wolny zawód to dar i przekleństwo. Ale to nie tak, że ja spać nie lubię. Wręcz przeciwnie. Podobno w przedszkolu, gdy chodziłam do starszej grupy, w której już się nie leżakowało, wychowawczyni – oczywiście na prośbę małej Oli – zaprowadzała mnie do młodszych dzieci, żebym razem z nimi ucięła sobie drzemkę w ciągu dnia. Do dziś mi to zostało. Łykam drożdże – podobno idealne na wiosenne samopoczucie – i idę spać. Więc nie czuję, jak się po tych drożdżach czuję.

Niech będzie, że zbieram siły na bardzo intensywny muzyczny tydzień. W sobotę, 1 kwietnia, Trójka obchodzi  55. urodziny. Jestem z nią prawie 5 lat, więc także mam co świętować. Z okazji urodzin najlepszym prezentem dla słuchaczy i nas – miłośników muzyki z Myśliwieckiej – będą koncerty i ich transmisje ze studia Agnieszki Osieckiej. Zaczynamy 31 marca od koncertu Brodki, dzień później Edyty Bartosiewicz, poza tym na antenie będzie można usłyszeć także zespół Kroke, ojca i braci Waglewskich oraz projekt Dylan.pl. A już we wtorek będę z wypiekami na twarzy siedzieć niecierpliwie na krześle w trójkowym studiu koncertowym i słuchać… powiedzieć nie mogę, ale pochwalę się po fakcie. Płyta już czeka, gotowa do podpisania.

fot. P. Zmarzły

Wyznania zza baru

IMG_9061

W taki wieczór jak ten ludzie tłumnie odwiedzają bary. Grupy poszukujących alkoholowych, towarzyskich, a nawet intelektualnych wrażeń maszerują do miejsc pełnych alkoholu, towarzystwa i rozmów na mniej lub bardziej wyrafinowanym poziomie. Taka noc jak ta sprzyja barowym uniesieniom.

W taką noc jak ta, rok temu, stałam po tej drugiej – niedostępnej dla każdego – stronie baru. Chociaż przez niewielki wzrost ledwo wystawała zza niego moja głowa i tłukłam szkło jak mało kto, lubiłam tę pracę. Nie wstydzę się dziś do tego przyznać, bo to zajęcie, które nauczyło mnie szacunku do pieniędzy, pracy, czasu i ludzi. To doświadczenie, które ukształtowało mnie i moje wartości. Ugruntowało marzenia i pogląd na wiele spraw. Rok temu byłam studentką dziennikarstwa dorabiającą w pubie, czytającą książki w leniwe popołudnia, które dopiero później zamieniały się w przepełnione ludźmi noce. W pracy napisałam kilka tekstów, a przede wszystkim łapałam inspiracje do kolejnych.

Zza baru ma się bowiem najlepszą perspektywę. Na gości i ich zachowanie, które dokładnie się studiuje. Na wyrachowane pozerstwo, widoczną samotność, a nawet początkowe fazy romansów mających zakończyć się tej nocy. Do dziś pamiętam wiele twarzy i historii z nimi związanych. Kiedy zdarzy się, że minę na ulicy kogoś, kto odwiedził mnie w barze, uśmiecham się w ukryciu. Wiem, że ten ktoś mnie nie pamięta, ja zaś dokładnie potrafię przytoczyć jego problem z tamtej nocy.

Barmana może docenić tylko drugi barman. Dlatego to najbardziej wdzięczni klienci, zostawiający po sobie nie tylko suty napiwek, ale i dobre wrażenie. Tylko człowiek, który wie, co to za praca, potrafi grzecznie poprosić o dodatkowy plaster cytryny, zamówić drink tak, aby chciało ci się go przygotować, ponarzekać na poziom kultury obcokrajowców. Barman nigdy nie skrytykuje sposobu obsługi albo zawartości alkoholu w alkoholu. Laik zaś często – i robi to wręcz z dziką satysfakcją.

W taką noc jak ta w klubach dzieją się różne rzeczy. Ja pamiętam te najlepsze. Pamiętam dwóch kumpli, którzy przychodzili do mnie zawsze o tej samej porze, siadali w tym samym miejscu, zamawiali zawsze to samo piwo i zawsze świetnie mi się z nimi rozmawiało. Pamiętam też grupę młodszych ode mnie chłopaków z Trójmiasta, którzy odwiedzili Warszawę, aby odpocząć po jakiejś wakacyjnej fusze i wydać trochę ciężko zarobionych pieniędzy. Bardzo ich polubiłam, bo mieli w sobie niezwykłą szczerość i taką prostą sympatię do ludzi. Pamiętam rozmowę przy barze o nowej książce Żulczyka albo o tym, czym jest rok świetlny. Pamiętam oblewane alkoholem rocznice, rozstania, zdane egzaminy i zaklinania przyszłości, która miała przynieść lepsze jutro.

Taka noc jak ta sprzyja sączeniu do rana whisky i wychodzeniu z baru, gdy zrobi się już jasno. Wracaniu metrem nad ranem po zakończonej zmianie, gdy inni pasażerowie już zaczynają kolejny dzień w biurze. Po 14 godzinach pracy nie przejmujesz się już na tym, jak wyglądasz i jak bardzo twoje ubranie śmierdzi poprzednią nocą. Do baru zakłada się znoszony T-shirt, bo szkoda przecież najlepszej bluzki, na którą możesz wylać niespierającą się grenadynę.

W taką noc jak ta barmani są specjalistami nie tylko od mieszania w odpowiednich proporcjach alkoholi o różnym stężeniu. Są kasjerami, sprzątaczami, terapeutami, czasem też ofiarami, na które klient wyleje wszystkie żale z całego tygodnia.

Praca za barem dała mi więcej, niż można sobie wyobrazić. Dała mi znajomości z ludźmi – te, które przetrwały, gdy przestałam już pracować, ale też te mało istotne, nie do zapamiętania, nie do powtórzenia, prozaiczne znajomości z ludźmi trwające od złożenia zamówienia do uregulowania rachunku. Tych były setki, tych pierwszych mało, lecz wystarczająco, by to docenić. Praca za barem dała mi wspomniany już szacunek do zarobionych w trudzie, w pocie i z niejednym pod nosem lub głośno wyrażonym przekleństwem – pieniędzy. Dała mi także największą na świecie radość, gdy dostałam pierwszą wypłatę za napisany tekst. Nie byłoby jej, gdybym zza baru nie marzyła o tym, że kiedyś zarobię je nie za napełnienie piwem kufla, a za zgrabnie złożone zdanie z podmiotem i orzeczeniem. Chociaż pieniądze nigdy nie były w tym przypadku priorytetem. Priorytetem zawsze było owo zdanie.

Edit: W myślach zza baru pojawiał się też ten blog, który na zawsze pozostanie moją pierwszą redakcją, której będę wierna.

Piosenki niekoniecznie miłosne, czyli playlista na Walentynki

Zrobione przy użyciu Lumia Selfie

Chcemy czy nie – one nadejdą. Więcej, zbliżają się szybkim krokiem. Walentynki. Przez niektórych święto bardzo lubiane, przez innych lekceważone. Biedne słodkie święto co roku zalewane jest falą hejtu, a co ono winne? Nawet jeśli spędza się je samotnie, warto posłuchać, tak jak i każdego dnia, dobrej muzyki. Oto mój ranking miłosnych piosenek na Walentynki. Piosenek o miłości szczęśliwej i tej niekoniecznie, tych które kojarzą się z miłością wprost lub metaforycznie, tych przy których się zakochiwałam i odkochiwałam. Słowem – gdy myślę o miłości, nucę sobie pod nosem z pewnością którąś z tych piosenek. Nie zabraknie mojego osobistego komentarza, bo do miłości, tak jak i do muzyki, podchodzę bardzo emocjonalnie.

Continue reading „Piosenki niekoniecznie miłosne, czyli playlista na Walentynki”

Jafia i misja reggae

Daję Wam dziś dobrą muzykę. Dobrą i trudną, świetnie zagraną, mądrze zaśpiewaną.

To fragment koncertu Jafii na ubiegłorocznym festiwalu w Ostródzie. Byłam tam, czułam te dreszcze na sobie. To był środek nocy, dosyć zimno, jak na sierpień. Bujałam się w rytm pod sceną i – tak naprawdę – rozmyślałam o wielu sprawach. Jafia potrafi wprowadzić w swojego rodzaju trans, stworzyli niesamowity klimat, który na samej scenie był z pewnością jeszcze bardziej odczuwalny. Unikatowy głos i sama postać Dawida Portasza, który jest perełką na polskiej scenie reggaeowej. Bo taki wokal i taka pasja tworzenia zdarza się rzadko.

Jafia (do niedawna Jafia Namuel) wydaje w tym roku nową płytę, na którą czekam z niecierpliwością.

A na początku października zespół zagrał także na Grand Festival Róbrege w Warszawie. Dawid Portasz jest jednym z bohaterów mojego reportażu z imprezy. Nie tylko dla fanów reggae, a pewnie przede wszystkim dla tych, którzy reggae nie znają. Bo co to jest właściwie to reggae i dlaczego ludzie słuchają takiej muzyki? Uśmiechnę się szeroko, jeśli ktoś po wysłuchaniu tego reportażu sięgnie po reggae, tak mi bliskie i tak przeze mnie ukochane.

11 lat bez Czesława Niemena

17 stycznia 2004 roku zmarł artysta wybitny. 11 lat po śmierci wciąż go pamiętamy i doceniamy. Czesław Niemen.

Właściwie Czesław Wydrzycki, urodzony w 1939 roku we wsi Stare Wasiliszki pod Grodnem, na terenie dzisiejszej Białorusi. W wyniku repatriacji w roku 1958 trafił na Pomorze. Miał słuch doskonały, tak jak jego ojciec stroił fortepiany. Zaczynał w trójmiejskim Klubie Studenckim Żak, gdzie wykonywał piosenki latynoamerykańskie. Występował z zepołami-ikonami tamtej epoki: Czerwono – Czarnymi i Niebiesko – Czarnymi, dla których skomponował utwór Wiem, że nie wrócisz zaprezentowany na
I KFPP w Opolu
w roku 1963. W tym samym roku zagrali razem w paryskiej Olimpii.

A czy znamy Niemena takiego?  Continue reading „11 lat bez Czesława Niemena”

Sobota, kawa i lista przebojów

Zrobione przy użyciu Lumia Selfie

Sobotę zaczynam od sprawdzenia wyników notowania Listy Przebojów Trójki. Nawet jeśli śledzę ją na żywo w piątkowy wieczór, lubię jeszcze raz przejrzeć tabelę, usystematyzować sobie, kto i o ile wspiął się lub spadł w zestawieniu. Zazwyczaj także tuż po piątkowych wynikach oddaję głosy na następny tydzień.  Continue reading „Sobota, kawa i lista przebojów”

Reggae nagrody, reggae wyróżnienia

gentleman_mtv_unplugged
facebook.com/gentleman

Mirosław Maken Dzięciołowski, dziennikarz muzyczny oraz jeden z współtwórców Ostróda Reggae Festival, w swojej audycji Strefa Dread w radiowej Czwórce przyznał regałowe tytuły roku 2014. Głosowali internauci, a oto wyniki:  Continue reading „Reggae nagrody, reggae wyróżnienia”