Jak przetrwać Walentynki

img_20170212_115814

Przebudziłam się o czwartej. Usłyszałam jakiś dźwięk, a może tylko mi się przyśnił? I zanim ponownie włączyłam film, przy którym kilka godzin wcześniej zasnęłam, próbowałam wszystkiego, aby ponownie w ten sen zapaść. Zmniejszyłam ogrzewanie – muszę skończyć z tym docieplaniem i wprowadzić zimny chów. Włączyłam telefon i przejrzałam wszystkie informacje zamieszczone w nocy. Urodziny Ani Szarmach – sto lat, Aniu! Mówiłam już to komuś, że w lutym urodziły się same fajne osoby. Instagram znów pękał w szwach od sobotnich filmów ze spotkań ze znajomymi. Przejrzałam wszystkie. Pomyślałam o wywiadzie, do którego siądę przy porannej kawie, do napisania został już tylko lead. Pomyślałam o środowym nagraniu i zeskanowałam w ciemności stojącą przede mną szafę – czwarta nad ranem to przecież idealny moment na to, aby dobierać garderobę na kilka dni wprzód. Rozmyślałam też o tym, że na przekór zmęczeniu zimą, to będzie najlepszy tydzień w roku. Zaczynam odliczanie do urodzin, w piątek skończę 24 lata. Z drobnym wyprzedzeniem dostałam pierwszy prezent, na którym autor napisał: „Dla najbardziej muzykalnej duszy jaką znam”. Prezent jest oczywiście nową płytą do kolekcji, ale co oznacza dedykacja? To, że ta osoba poznała niewiele muzykalnych dusz, czy ta moja rzeczywiście odstaje od normy? Wolę myśleć, że to drugie. Dziękuję Ci i za słowa, i za płytę.

Zanim nadejdą urodziny, nadejdą Walentynki. Jako miłośniczka oldschoolowego życia powinnam nienawidzić tego dnia, a jest zupełnie odwrotnie. Oczywiście, że od czekoladek zapakowanych w pudełko w kształcie serca wolę zmarznięty tulipan i dobre słowo na 8. marca, ale Walentynek się nie czepiam, bo mam na nie sposób. W Walentynki słucham muzyki.

Wczoraj w jednej z gazet znalazłam ranking płyt i filmów na ten dzień podzielony według różnych odbiorców. Jeśli jesteś singlem, słuchaj i oglądaj to a to, jeśli spędzasz wieczór z ukochanym, to lepszym soundtrackiem do walentynkowej kolacji będzie ten album. W tej samej gazecie przeczytałam też, że nowy koniec świata nastąpi we wrześniu 2017. Skoro więc te wszystkie związki i tak szlag trafi, posłuchajmy muzyki. W samotności lub nie.

img_20170212_122916

Mam w kolekcji płyty idealne na Walentynki. John Legend i jego „Love In The Future” czy „Darkness And Light”, John Mayer z „Continuum” z 2006 roku oraz ostatni przepiękny miłosny album Seala „7”. Oczywistość. Przy tym płaczesz i uprawiasz miłość. Jedno i drugie można robić także z Nouvelle Vague i płytą „I Could Be Happy”. To na Walentynki w stylu retro made in France.

img_20170212_120512

Made in Poland i również retro jest płyta z evergreenami jak „Imagine” Lennona, „What’s Going On” Marvina Gayea czy „Ribbon In The Sky” Steviego Wondera w nowych aranżacjach duetu Krzysztof Herdzin i Mietek Szcześniak. Piękne tło na każdy, nie tylko walentynkowy wieczór. Styl vintage bardzo wskazany tego dnia, bo romantyzm jest podobno vintage, żeby nie powiedzieć, że passé. Romantyzmu i odrobiny naiwnego, ale bardzo dziewczęcego uroku nie brakuje na każdej płycie Ani Dąbrowskiej, ale ja we wtorek posłucham na pewno „Ania Movie” i mojego ukochanego coveru „Strawberry Fields Forever”. Są też płyty z miłością w tytule – „Moja miłość” Michała Bajora z tekstami Wojciecha Młynarskiego i moją ulubioną piosenką Bajora, która przez lata wygrywała w rankingu tych najbardziej mnie poruszających, czyli utworem „Moja miłość największa”. Nie obchodzi mnie, że przeszła do lamusa. Mogę przejść razem z nią. Także – z miłością w nazwie – fantastyczny dwupłytowy album będący składanką zremasterowanych przebojów Maanamu z lat 1975-2015, czyli „Miłość jest cudowna”.

img_20170212_115546

Posłucham też na pewno – i to na żywo – utworów z debiutanckiej płyty Pawła Domagały. „Opowiem ci o mnie” to album o codziennym przegrywaniu w walce o miłość, walce nierównej, niesprawiedliwej, wyczerpującej i – wartej każdego poświęcenia.

img_20170212_122743

A na koniec – nie ucieknę od stereotypów o Walentynkach – płyta do pogrążania się w smutku i depresji, w sam raz na dzień zakochanych. Kto nie oglądał filmu, musi nadrobić tę okropną lukę w życiorysie. Soundtrack do „The Virgin Suicides” Sofii Coppoli w całości stworzony przez grupę Air.

img_20170212_115400

Przetrwamy Walentynki, obiecuję. I niech was dopadnie Walenty, czego z całego mojego muzycznego serca wam życzę.

Reklamy

Wszystko to jego wina

Gdzieś w przerwie pomiędzy czytaniem sterty maili, przegryzaniem świątecznych bakalii i snuciem planów na rok przyszły, odwiedzam przystanek. W głowie układam już podsumowujące rok 2016 zdania pełne muzycznych uniesień, zachwytów nową pracą, radiowych wspomnień i dziękczynnych westchnień. Myślę jednak, że ten rok to szereg migawek, obrazków i powidoków. Dla muzyki również tragicznych. Ktoś napisał, że 2016 był jak seryjny morderca muzyki. Umarły lata 80. W 2016 minęło również 15 lat od śmierci Grzegorza Ciechowskiego.

Te dobre, moje muzyczne chwile wyciągam z archiwum i z sentymentem się do nich uśmiecham. Kolekcjonuję je i pielęgnuję. To obrazkowa opowieść o tym, czym żyłam, kogo spotkałam, kim się zachwyciłam i dlaczego ten rok był niezapomniany.

Od czego zacząć? Od spotkań.

Moi goście byli bohaterami okładek:

Był pierwszy wywiad.

13925822_935079983287105_8172325237023906637_o
Radzimir Dębski dla Anywhere.pl fot. Monika Szałek

I pierwszy tekst.

13350462_1336197036409790_8141410839241682576_o

Podróżowałam.

Obowiązkowo zaliczyłam reggae w Ostródzie.

WP_20160813_017.jpg

Jednak najlepszy koncert w 2016 roku to Archive na Torwarze.

wgkawki-6266
Archive, Torwar, listopad 2016, fot. Darek Kawka dla Anywhere.pl

Muzyki na żywo słuchałam więcej niż kiedykolwiek wcześniej.

I zdarłam parę nowych płyt.

Lato spędziłam nad Wisłą.

img_20160705_130841

A jesienią robili mi zdjęcia.

W małym studiu za Warszawą znalazłam Przyjaciela. Dziękuję Ci.

Chwytałam najlepsze chwile.

Przez kilka miesięcy żyłam głównie Nim i TYM albumem.

ciechowski-swietlik

Znalazłam drugą pracę, bo ci fantastyczni ludzie przyjęli mnie do siebie.

aywherepl-wigilia
Redakcja Anywhere.pl, fot. Tomasz Sagan

 

 

A w pierwszej nic się nie zmieniło.

wgkawki-6047
Z Markiem Niedźwieckim w Trójce, fot. Darek Kawka

2016 – wszystko to twoja wina.

Reggae meteory

Zimno. „Pani kierowniczko, ja rozumiem, że wam zimno, ale jak jest zima to musi być zimno” – przypomniało mi się dziś na przystanku. I tak trzęsąc się, i czekając na autobus pomyślałam, że napiszę dziś o jesiennej muzyce. Bo jesień to taki okres, kiedy zmieniają mi się preferencje muzyczne. Pierwsza myśl – Gęstnieją jesienie – numer Mechaników, o których ostatnio pisałam. Utwór jesienny do cna, z grupy takich, przy których włącza się jesienna nostalgia. Ale nie dziś!

Bo dziś jeszcze reggae. A to wszystko za sprawą dwóch bardzo regowych płyt, które do mnie przyjechały. I to może trochę przez duży kubek kawy, a trochę też dzięki tym dźwiękom, w mieszkaniu od razu zrobiło się przyjemniej.

Pierwszy album nie taki świeży, bo premierę miał w Ostródzie, gdzie nie zdążyłam go kupić. K-Jah i jego Link up.

 

Krystian Walczak zaprosił na swój debiutancki producencki album świetnych gości, także z zagranicy, m.in. Gentlemana z Tamiką. Nie podoba mi się okładka, zbyt infantylna i bardzo odstraszająca, jak najgorsze okładki płyt z lat 90. Nie podobał mi się też singiel promujący płytę, czyli utwór Missing you z Madmajkiem, dlatego byłam ciekawa, jak będzie brzmiała reszta materiału. Muszę z tą płytą pobyć, ale czuję, że znajdę parę smaczków. Jak zwykle jestem zachwycona wokalem Portasza w dwóch numerach i, o dziwo, intrygującym głosem Martyny Baranowskiej w nagraniu Rest. Tamika z Gentlemanem bardzo rootsowo, takiego Gentlemana bardzo lubię. Zgrywam na odtwarzacz (tak, noszę ze sobą mp4, nie słucham muzyki w telefonie), żeby się osłuchać.

Wrzucam drugą płytę i jest pięknie. Od początku świetna sekcja dęta. Wokal, który przez wiele lat po prostu mnie drażnił, teraz uważam go za całkiem przyjemny. Piękne teksty, którym naprawdę należy się przyjrzeć. Nowa płyta Tabu.

 

Tabu to taki zespół, do którego przez wiele lat słuchania reggae musiałam się po prostu przekonać. Kiedyś ich unikałam, bo kojarzyli mi się głównie ze „słonecznym reggae, przygodą na Jamajce”. Od czasu tego regie szlagieru dojrzeli, spoważnieli i nabrali szlachetności. W tym roku  koncert Tabu na ORF o 1 w nocy był niesamowitym przeżyciem. Bo Tabu śpiewa bardzo życiowe teksty, często pisane przez Rafała Karwota w pierwszej osobie liczby mnogiej, przez co słuchacze się z nimi utożsamiają. I ta tożsamość z zespołem sprawia, że od tylu lat są na regowym polskim topie. A  ta płyta – choć jestem dopiero przy trzecim numerze – to potwierdzi. Mniej ska, sporo dęciaków, piękne klawisze w tle…

Płyta jest pięknie wydana. Obok samej okładki, ze zdjęciem Bartka Murackiego, prostej, wysublimowanej, ogromne wrażenie sprawił na mnie sam krążek, który wygląda jak płyta winylowa z charakterystyczną czarną powłoką.

WP_20151013_015

Od długiego już czasu  krąży w sieci numer Nie potrzeba nam nic, który znalazł się na tym krążku. Według mnie ma wielu konkurentów. Jest także remix znanego Jak dobrze cię widzieć z płyty Endorfina z 2012 roku. Chcecie usłyszeć dubstepowe Tabu? Sięgnijcie po Meteory. 

Oficjalnie ogłaszam przedłużenie sezonu na słuchanie reggae, który będzie obowiązywał chyba jeszcze przez całą zimę. Po pierwsze, czeka nas kilka dobrych, klubowych koncertów reggae. Jafia w Hydrozagadce 26 listopada, następnie w tym samym miejscu Tabu 6 grudnia, a wcześniej – 15 listopada – koncert, który może być jednym z lepszych koncertów w tym roku. Tribute to Alibabki w Proximie, gdzie czołówka polskiego reggae wykona utwory Alibabek w nowych aranżacjach. Zagrają Bartendersi, a zaśpiewają Jarex i Ania z Bakshishu, Damian Syjonfam, Broda z Habakuka, Earl Jacob i wielu innych. Reggae i big beat – moje dwie miłości na jednym koncercie – muszę tam być!

tribute to alibabki
fot. facebook.com/goodcrewofficia

Na koniec dwie smutne wiadomości. Indios Bravos zawieszają działalność i wyruszają w ostatnią trasę koncertową. Mucha, czyli Marcin Muszyński, fantastyczny, charyzmatyczny wokalista Dubsków, opuszcza zespół. Czyli nowa płyta już bez Muchy. Szkoda.

Żyję. Muzycznie żyję.

Duża kawa, w głośnikach debiutancka płyta Small Mechanics, rzut oka na wszystkie nowe albumy, zebranie w głowie wydarzeń z ostatniego miesiąca – i jestem. Gdzie byłam, gdy mnie nie było?

Przede wszystkim dużo piszę. Poświęcam ogrom czasu pracy licencjackiej, stos przeczytanych książek rośnie wprost proporcjonalnie do liczby znaków w wordzie. To nie jest jednak „jakaś tam” praca licencjacka. Temat? Marek Niedźwiecki jako osobowość radiowa. Nie byłabym sobą, gdybym tych trzech lat studiów dziennikarstwa nie podsumowała muzycznie. Bo też na studiach rozpoczęła się moja przygoda z Trójką. Wspaniale jest śledzić historię „mojego” już radia, czytać o czasach, kiedy rodziło się to, w czym teraz sama uczestniczę. Niesamowita, arcyciekawa przygoda, choć pochłaniająca dużo energii i czasu.

Lomogram_2015-05-08_09-16-57-AM

Tyyyyyle nowych płyt w mojej kolekcji! A to nie wszystkie. Podkradzione z redakcji, zakupione, otrzymane od gości audycji. Nie wszystkie jeszcze do końca poznane, bo, wiadomo… czasu brak. Obiecuję sobie, że po obronie licencjatu wszystkie je dokładnie przesłucham. Ale część z nich to w ostatnim czasie absolutny must have. Continue reading „Żyję. Muzycznie żyję.”

W domu misia gogo, czyli zachwyty i muzyczne spotkania

Jeszcze chyba nigdy nie żyłam tak intensywnie muzyką, jak w ostatnim czasie. Spędzam długie godziny w radiu i pijąc kawę za kawą cieszę się z tego, co robię. Choć gdy po kilku godzinach montażu przychodzi chwila zwątpienia, przypominam sobie, że właśnie przygotowuję po pierwsze, własny program, a po drugie, na trójkową antenę.

Ostatnie dwa tygodnie to głównie rozmowy o debiutanckiej płycie grupy Vavamuffin, czego efekty już wkrótce. Na mojej półce z płytami (a konkretnie parapecie, bo w studenckim pokoju wiele miejsca nie ma), pojawiło się parę nowości. Do kolekcji dołączyła nowa płyta Lao Che (Płock żąda dostępu do morza!), wspomniana już płyta Vabang! Vavy, która po 10 latach od premiery wciąż brzmi bardzo dobrze, dwupłytowe wydanie Smooth Jazz Cafe 14 od Marka Niedźwieckiego, które w to niedzielne przedpołudnie stanowi idealne tło do pisania. Oraz KRAKSA. A co to takiego?

WP_20150315_013

To tytuł epki zespołu Rusin & Trebuchet. Znany z serialu aktor pięknie śpiewa piękne piosenki, wychodzi mu to znakomicie, a ja się nad tym zachwycam. Mateusz Rusin był gościem sobotniej Markomanii, lekko przejęty, ale zadowolony ze spotkania z Markiem Niedźwieckim opowiadał o pracy nad albumem. A ja mogę teraz przekazać to dalej światu, bo Rusin wart jest tego, by go poznać. Choć na epce znalazło się tylko 5 utworów, to jednak wystarczyło, by jeden z nich zasłużył na miejsce wśród kandydatów do Listy Przebojów Trójki.

Znakomity tekst i linia melodyczna, ale to, co najbardziej urzeka, to jednak głos Rusina. Jego siła tkwi w spokoju i delikatnej nucie. Nie trzeba krzyczeć, żeby przekazać treść, a Rusin to udowadnia. Piękny wokal, którym będę zachwycać się jeszcze bardzo długo. Zatrzymajcie się na chwilę przy zespole Rusin & Trebuchet i posłuchajcie czegoś świeżego.

 

W tym tygodniu słuchałam też dużo polecanej muzyki, z pozoru niekoniecznie mi bliskiej, choć później okazało się, że taką może się stać. Poznałam grupę Low Roar, do której na pewno jeszcze wrócę oraz bydgoski 3moonboys.

WP_20150313_005
3moonboys, Mózg (Teatr Powszechny), Warszawa, 13.03.2015

Panowie zagrali w warszawskim Mózgu Powszechnym. Z koncertu zapamiętam szczególnie dwie rzeczy: miejsce i sekcję rytmiczną. Kameralna sala w teatrze to idealna przestrzeń na koncert grupy, która nie musi zebrać tłumu, by się rozkręcić. Lubię takie koncerty, które są miłą odskocznią od hydrozagadkowych tłumów i ciężkiego powietrza. Siedząc wygodnie możesz  posłuchać dobrej muzyki, ochłonąć po ciężkim dniu i po prostu obcować z dźwiękami. Albo poczuć szybsze bicie serca w rytm znakomitej perkusji chłopaków z 3moonboys. DWIE perkusje, DWÓCH perkusistów – to się nie mogło nie udać. Nie pomógł wokalista z ogromnym zapleczem charyzmy w wyglądzie, bo ja patrzyłam tylko na to, co działo się za nim. Idealne zgranie, muzycy nie prześcigali się, a pięknie uzupełniali. Słuchało się tego bardzo dobrze, choć nie zrozumiałam nic z tego, o czym śpiewał wokalista. Niechlujstwo w śpiewaniu zawsze potępię.

Czekam na kolejne zachwyty, poproszę więcej!

Reggae nagrody, reggae wyróżnienia

gentleman_mtv_unplugged
facebook.com/gentleman

Mirosław Maken Dzięciołowski, dziennikarz muzyczny oraz jeden z współtwórców Ostróda Reggae Festival, w swojej audycji Strefa Dread w radiowej Czwórce przyznał regałowe tytuły roku 2014. Głosowali internauci, a oto wyniki:  Continue reading „Reggae nagrody, reggae wyróżnienia”

Co czujesz, gdy spełniasz marzenia?

Spełnianie marzeń jest świetne. Jest cudowne. Sprawia, że pewność siebie wzlatuje na najwyższe piętro Pałacu Kultury. Wywołuje uśmiech, u mnie także łzy. Dlatego, że do moich marzeń, rodzących się w środku mnie, pielęgnowanych przeze mnie, nie mogę podchodzić neutralnie. I moment, w którym to marzenie się spełnia, uwalnia ogromne pokłady emocji nagromadzonych podczas walki o to, by doprowadzić to marzenie do mety.

Tak właśnie było, gdy spełniałam swoje pierwsze radiowe marzenie.  Continue reading „Co czujesz, gdy spełniasz marzenia?”

Zjednoczenie poświąteczne

Zanim zaczną się podsumowania mijającego roku i ja sama ulegnę tworzeniu wszelkich rankingów płytowych, wydarzeń i spełnionych muzycznych marzeń, daję wam jeden utwór.

Zjednoczenie Sound System singlem Dom zapowiada nową płytę. Premiera Inity już wkrótce, ruszamy wszyscy do warszawskiej Hydrozagadki 16 stycznia, żeby na żywo posłuchać tego, co panowie proponują na nowym krążku! Ma pojawić się na nim wielu gości, a wśród nich uwielbiany przeze mnie, absolutne odkrycie roku 2014 – Damian Syjonfam. Continue reading „Zjednoczenie poświąteczne”