Ferie wiosenne

lisboa

Siedzę na balkonie w pierwszy dzień maja. Właśnie skończyłam czytać opowiadania Pablopavo i zadręczać się myślami, że nigdy czegoś podobnego nie napiszę. To nie kokieteria, a zazdrość. Paweł pisze tak, że z wrażenia chce się zapalić. Patrzę na sąsiadkę z balkonu naprzeciwko. Poratuj, kochana, papieroskiem. Ty paląc, zerkasz w telefon, ja z chęcią w ten piękny majowy dzień zerknęłabym w głąb siebie.

Na patelni skwierczą warzywa na ratatouille. Kogo ja oszukuję, to żadna francuska kuchnia, tylko nieumiejętnie posiekane nierówno warzywa, które pewnie w tradycyjnym ratatouille nawet nie powinny się znaleźć. Siedzę na tym balkonie, co i raz pielgrzymuję do kuchni, żeby uniknąć przypalenia patelni i obiadu na dziś. Krzaki, które zostały na zimę na zewnątrz, miały nie zdechnąć, a zdechły. Podlewam je dla zachowania pozorów perfekcyjnej pani domu, która uczy właśnie w TVN Style, jak zrobić ciasto w mikrofalówce. Na balkonie gra Trójka, słońce coraz mocniej świeci, więc muszę posmarować twarz kremem z filtrem.

Ja wcale nie narzekam, bo zamiast majówki, miałam kwietniówkę. Najpierw Lizbona. Byliśmy tam od czwartku do poniedziałku i od czwartku do poniedziałku lało. Nie przeszkodziło mi to zachwycić się tym miastem tak bardzo, żeby pragnąć do niego wrócić. Lizbona jest urocza i swojska. Można w niej pić wino na karafki po 4 euro albo jeść codziennie krewetki i nie mieć tego wszystkiego dość. Albo upić się tą przesłodką nalewką i śmiać się z nowo poznanymi ludźmi, którzy stają się na moment, a może i na dłużej tak cudownie bliscy. Można też zanurzyć się w uliczkach dzielnicy Bairro Alto, wejść do dziwnej, przepełnionej, trochę zatęchłej, a trochę artystycznej knajpy i słuchać marnego fado na żywo. A zareagować tak, że to fado wydaje się najpiękniejsze na świecie, że śpiewak mógłby wypełnić stadiony i wszyscy też by płakali, tak jak i ty. Taka moc Lizbony. W Portugalii nauczyłam się pić kawę bez mleka, przytyłam dwa kilogramy, zostawiłam parasolkę, odpoczęłam, wyluzowałam i nauśmiechałam na cały miesiąc.

Bo to w ogóle był dobry miesiąc. Ten kwiecień. Ten wywiad, jeden czy drugi. Ta wiadomość znienacka, od obcego człowieka, o dziwnej porze i w dziwnej sprawie. A mimo to uśmiecham się do każdej nowej, bo pierwsza pomnożyła się wielokrotnie. Ach, i spotkania, spotkania, spotkania. To przy stole, z kieliszkiem czerwonego wina i papierosami w oknie z widokiem na Pragę. Albo żoliborskie, tak miłe, jakby w ogóle się nie wydarzyło. Albo to z B., z którym nie widziałam się już drugi miesiąc, a rozmawiamy tak, jakbyśmy kontynuowali dopiero co przerwaną rozmowę. Tylko na Grochowie było smutniej, ale wiem, że Grochów się zmieni, że tam też przyjdzie maj. A na Kopernika dostałam pierwszy w życiu mandat. Kiedyś trzeba.

I Spring Break. Mieszkałyśmy z B. na ulicy Woźnej, na której kiedyś, według miejskich legend, rezydował kat. Dziś pozdrowienie memento mori zapewnia obecność zakładów pogrzebowych, ciągnących się wzdłuż całej ulicy i wybiegających aż za skrzyżowanie, tak jakby bardzo chciały dołączyć do pozostałych, a już nie mogły się zmieścić pod adresem legendarnego poznańskiego kata. Danse macabre ustępował jednak miejsca poznańskiej doczesnej radości, a trumienne witryny nie straszyły nawet podczas nocnych powrotów pod znakiem muzyki i odrobiny, odrobiny wina. Pamiętam Poznań sprzed kilku lat, podróżowanie pociągiem w prawie każdy weekend. Miałam wtedy 19 lat i teraz odwiedzając te uliczki, które w mojej pamięci były już trochę zakurzone i wydeptane, przypominałam sobie tamte dni i mrugałam do nich okiem. Springbreakowy Poznań to muzyka, pokonywanie metrów sumujących się w kilometry po całym dniu. Odwiedzanie barów i słuchanie kilku taktów albo pod wrażeniem pozostawanie na dłużej.

W czwartek wszyscy mieliśmy Lewe Łokcie, w piątek było nam tęskno, a w sobotę groziliśmy sobie: Umrzesz. Ale to nie wszystko. Sztuką jest usłyszeć podczas festiwalu wszystko i wszystkich, ja usłyszałam mniej niż chciałam i planowałam. Gdzieś po drodze mijanie znajomych i zmienianie planów, albo pozostanie na koncercie, na którym było się już przecież tyle razy, że setlistę zna się prawie na pamięć i z pamięci można odtworzyć ruchy wokalisty na scenie. Temu wszystkiemu towarzyszy jednak poczucie, że warto, że trzeba płynąć z prądem improwizacji i nie kalkulować. Kogo zatem słyszałam? Nie w całości i nie od początku, nie do końca i nie zawsze w pełni uważnie, ale byłam i odhaczam: L.Stadt, Baika, Wasio, Lemon, Nixes, Krzysiek Zalewski, O.S.T.R., Kortez, Coma, Mikromusic, Leepeck, Baranovski i Muchy po latach. Znakomity Stefan Wesołowski zagrał w półmroku i w strachu, aż nie chciało się wychodzić z sali przepełnionej gęstymi oddechami słuchaczy. Przy tęskno poleciały łzy? Nie tylko podczas tego koncertu. Troj zawiódł. Nie dotarłam na koncert Ofelii. Nie byłam też na kilku, po których po mieście krążyły plotki i zachwyty. A Umrzesz? Ach, Umrzesz. Zaskoczenia nie było, choć zastanawiam się, co panowie zrobią z materiałem. Bo w Poznaniu było za krótko, pod każdym względem.

W połowie uratowane z katastrofy zdanie. Poznański Rynek nad ranem i tańce do starych przebojów. Szerokie czerwone spodnie wpasowały się idealnie w takt muzyki i rozmów. Głośny śpiew na scenie, niedopowiedzenia poza nią. Pożegnania, które nie chciały się kończyć, które chciało się przedłużać, których w ogóle nie powinno być. Senne powroty do domu, do pracy, do rzeczywistości, na balkon.

Sąsiadka znowu pali. Krzaki nie zmartwychwstały. Pod blokiem przybywa zaparkowanych rowerów. Jakiś facet w marszu podciąga szorty tak, że obejmują mu brzuch, a nie pośladki. W plastikowej reklamówce, którą niesie, obijają się o siebie butelki. Znaczy się, majóweczka.

Reklamy

Jedna odpowiedź na “Ferie wiosenne”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s