Każdy ma w sobie coś z Grincha

Może dlatego, że wstałam dziś tuż przed szóstą, żeby zdążyć na poranny program w radiu (choć przecież lubię z okna Myśliwieckiej obserwować wschodzące słońce). A może to zbierane po kątach przez cały tydzień zmęczenie i nieprzespanych kilka dodatkowych godzin, ale byłam dziś przez chwilę Mr. Grinchem. Przeklinałam przedświąteczny harmider, nazywając go nawet świątecznym syfem. Pękłam. Na kilkanaście minut miałam ochotę przeskoczyć już do lutego.

Ja, która sprawę prezentów załatwiła w listopadzie. Ja, fanka uroczystych kolacji, długich przygotowań i długich czerwonych sukienek, w końcu miłośniczka pieczenia ciast. Ja, która z radością małej dziewczynki w wigilijny poranek wkłada pod choinkę prezenty. Ogółem – ja, kochająca cały ten świąteczny syf.

IMG_20171212_225454_918

Robiony w złości sernik może okazać się sernikiem Pana Grincha. Słonym, niezbyt pulchnym, przypieczonym albo przesuszonym. W duchu zawsze śmiałam się z artykułów o przedświątecznej depresji, wybuchach niepohamowanego płaczu i agresji nasilających się pod koniec grudnia. Dziś wiem, że po świecie chodzi wielu Grinchów i jest to całkiem normalne. Choć świat, zalany stresem i poplątany jak lampki choinkowe składowane na strychu, już taki normalny nie jest. Swoją drogą, zakładanie na choinkę tych poplątanych lampek wykracza poza kategorię syfu, to jest już całkiem porządna badziewna karma za lenistwo przy jak najszybszym ich zdejmowaniu.

To był fantastyczny tydzień. Bardzo męczący i pracowity. Przed świętami wszystko jest bardziej męczące i zawsze jest dużo więcej pracy. Udzielam się przy kilku świątecznych programach, proszę uważnie nasłuchiwać PR3.

Czerwona sukienka i Koszyki nocą. Albo radiowe wigilie i żarty w muzycznym gronie. Świetna sprawa. Był też LemON w Palladium i piękny intymny koncert. Gratuluję i dziękuję za świąteczną kartkę dostarczoną na radiowe biurko. Kawa z P. wczoraj. Czekałam godzinę, bo godzinę wyjeżdżał z parkingu podziemnego w centrum handlowym (świąteczny syf). Ale gdy już się spotkaliśmy, musiała pojawić się dolewka pysznej kawy z dripa. P. rozumie muzykę w podobny sposób. Dobrze porozmawiać i o muzyce, i o braku akceptacji pędu za oknem, i o życiowym syfie też dobrze porozmawiać. Odwiedziłam też GC, tak jak zawsze, kiedy 22 grudnia jestem jeszcze w Warszawie. W tym roku po raz kolejny byłam.

„You’re a mean one, Mr. Grinch”. Każdy jest czasem Grinchem, niezależnie od pory roku. Trzeba napić się wina albo pomyśleć o ukochanej osobie. Albo zjeść trochę przepysznego ciasta z whisky, którego nie da się nie polubić. Po kawałek albo dwa zapraszam tuż po świętach. A póki co jutro wstać z dobrym nastawieniem. Bo może warto czasem odpuścić, wybrać sobie dobre wspomnienie i mieć ciągle ten jeden obraz przed oczami.

Bo ze mnie wcale nie jest taki zły Mr. Grinch. Nawet jeśli się nie uśmiecham, uśmiecham się do ciebie w środku. Wystarczy, że spojrzysz.

A w święta? Włożyć sweter z niedźwiedziem polarnym, popatrzeć na mieniącą się choinkę i popijając wino pomyśleć, że tę choinkę trzeba będzie za chwilę rozebrać. I to dopiero jest syf.

A na serio, to życzę nam miłości. Na święta i cały rok!

 

Reklamy

Jedna odpowiedź na “Każdy ma w sobie coś z Grincha”

  1. Uwielbiam Grincha. Oglądam regularnie co roku i nigdy mi się nie nudzi. A piosenka „You’re a mean one” jest jedną z moich ulubionych świątecznych. :)
    Myślę, że to jak odbieramy świąteczny syf, zależy tylko od nas. ;)
    P.S.Choinka jeszcze ubrana… ;)

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s