Kobieta

IMG_0243 — kopia

Chociaż to koniec listopada, w piątkowe południe siedziałyśmy z Adą na balkonie i przy herbacie opowiadałyśmy sobie historie z mijającego tygodnia. Słońce świeciło tak, że mrużyłyśmy oczy. Tak naprawdę mogłybyśmy je zamknąć, wystarczyłby tylko głos tej drugiej. Herbata o smaku „Christmas”, z wyczuwalnym cynamonem i piernikowym aromatem. Ada, jak zwykle, piła czarną mocną kawę, ja zerkałam na Pałac Kultury, bo z 8. piętra bloku przy Tamce widać go doskonale.


Kobieca siła jest wielka. Tak jak kobieca przyjaźń. Długo w nią nie wierzyłam, jestem z tych dziewczyn, które lepiej dogadują się ze swoimi kumplami. Dziś obok mnie jest kilka wspaniałych kobiet. Długo nie dostrzegałam ich obecności albo one pojawiły się dopiero wtedy, kiedy byłam na to gotowa.

Podeszłam do niej wczoraj. Z pozoru zwykłej. Ale miała to coś, co mnie przyciągnęło. Ona wiedziała, czym jest to coś. Ktoś wypowiedział tylko jedno słowo. Jedno imię, które łączy nas od wielu lat, teraz połączyło na parę sekund w najsilniejszym i najpiękniejszym z uścisków dwóch obcych sobie kobiet. Nie jesteśmy już obce.


Oczywiście, że zachwyca mnie nowy album Korteza. Smutniejszy, poważniejszy. Jeszcze bardziej blue. Czyli idealny. Dobrze brzmi w radiu, kiedy w niedzielny wieczór siedzi się w radiowym studiu. Dobrze słyszeć, że komuś też się to podoba, że rozumie. Dobrze brzmi, kiedy jedzie się nocą z radia do domu. I dobrze brzmi teraz, kiedy skończył się Benjamin Clementine. Jego „Jupiter” to kolejny utwór końca roku. Obok „In the middle of the rainbow” niXes albo piosenki „Zbyt piękna noc” Grzegorza Turnaua.

Jeszcze nigdy nie żyłam tak intensywnie muzyką, jak teraz. Albo ta muzyka nie wypełniała wszystkich myśli, wszystkich obowiązków. Dlatego dobrze pójść na nowy film Allena, uciec na chwilę od stosu nieprzesłuchanych płyt. I po prostu obejrzeć nowy film ukochanego reżysera. Kate Winslet nigdy nie była tak niepięknie piękna. Ale „Na karuzeli życia” nie będzie moim ulubionym obrazem. Nieracjonalnej kobiecie zawsze najbardziej będzie podobał się „Nieracjonalny mężczyzna”.

Koncertowo listopad pękał w szwach. Koncerty trójkowe słuchane z nowej perspektywy. Ale na pewno nie zapomnę emocji podczas koncertu Keyona Harrolda na targach CJG. Magik i muzyk. „The Mugician”. Amerykański jazz i instrumentaliści, których można słuchać godzinami. Nie przeszkadzało nawet to, że siedzieliśmy z K. na schodach, tłum słuchaczy tylko podbijał atmosferę. Piwo z Decadent Fun Club zakończyło wieczór pełen muzyki i dobrych rozmów.

Grzanki z gruszką, wino i słuchanie winyli z K. kończą ten tydzień. Sąsiedzi na górze urządzili potańcówkę. W końcu to piątek, oni tańczyli, my słuchaliśmy głośno muzyki z Islandii i Polski. Bo taką z K. lubimy. A ja wciąż myślę o tej kobiecie. GC pisał o nas najpiękniej.

„Ani ja, ani ty, nie zdążymy na czas, nie umiemy stąd odejść. Na pewno są planety, na których nie ma zim”.

PS Urodziny bloga. Przystanek ma już 3 lata.

Reklamy

Tydzień

_DSC4173.JPG

W tydzień można wiele się o sobie nauczyć. Odrobić zaniedbaną lekcję z poznawania własnego ja, wyciągnąć wnioski i zmądrzeć. Tydzień można dobrze przeżyć. Tydzień może być zbiorem samych dobrych dni.

W tydzień można przejść na dietę i z niej zrezygnować, schudnąć i przytyć, napisać książkę (wersja dla utalentowanych) albo całkiem niezły tekst (wersja dla mniej utalentowanych, ale równie chętnych). W tydzień można się też zakochać. Polecam, bo potem ma się czas na inne sprawy, stanie w kolejkach na poczcie albo po odbiór płaszcza z pralni, a nie marnuje się cennych chwil na osiąganie stanu miłości. Dla odważnych wersja zakochania w jeden dzień – ryzykowne, aczkolwiek czas oszczędzony do maksimum. Zakochanie jest żmudne i męczące, jeśli włożymy je w kompaktowe pudełko jednego dnia, może okazać się całkiem przyjemne. W tydzień można się i odkochać, choć i tu działa zasada ograniczenia do 24 godzin.

W tydzień można się nauczyć, że kompromis z samym sobą nie jest dobry. Że kawa i wuzetka to za dużo cukru jak na jeden raz, że to może spowolnić działanie umysłu, który pijany glukozą nie będzie podrzucał dobrych decyzji.

Nie ulegać, nie wierzyć w obietnice pięknej przyszłości, jeśli przeszłość depcze ci po piętach. Słuchać siebie, ufać intuicji. Nie powtarzać sobie – tym razem zrobię inaczej. Bo to inaczej nie jest w zgodzie z twoim i nigdy nie będzie.

W tydzień można przesłuchać kilka nowych płyt. Jessie Ware, Ghostpoet albo Marka Napiórkowskiego. Ted Nemeth na pierwszym miejscu w tym rankingu. Z nowości oczywiście także „L” Grzegorza Turnaua. I „Zbyt piękna noc”, która robi spustoszenie w głowie. Piosenki o miłości mogą brzmieć w uszach i sercu nie tylko przez tydzień, ale i przez całe życie.

Tydzień przynosi wiele szans na muzykę na żywo. Na Natalię Nykiel w Stodole i pierwszy koncert z nowym materiałem albo na Sirens Hill w Hard Rock Cafe. Albo Pink Freud z projektem Punk Freud w Trójce. W tygodniu dobrze jest zadzwonić po kumpla i wyciągnąć go do centrum. Zorientować się, że kumpel w kumpelskim zespole też ma kumpla. Albo usłyszeć, że zespół, któremu kibicujesz, tworzy muzyk z rodzinnego miasta. K. ma rację, świat liczy 30 osób.

W tydzień można odwiedzić stare domowe kąty. Spotkać się przy piwie i przy herbacie. Zasnąć w łóżku w pokoju, gdzie 10 lat temu pisało się pamiętnik. Kiedyś ciągnęło mnie stąd na zewnątrz, dziś to zewnątrz wpycha mnie od czasu do czasu do tego azylu. Z dystansu lepiej się żyje, można stanąć na środku dziecięcego pokoju, obrócić się dookoła na pięcie i uśmiechnąć do minionego tygodnia.

W tydzień może cię spotkać dużo dobrego. Czy to znaczy, że wykorzystałeś limit na ten miesiąc?

PS Decadent Fun Club. Jeśli nie znacie, poznajcie.

fot. P. Rajkowski