Again and again

Słuchaliście? Przed chwilą w trójkowym „Topie Wszech Czasów” w pełnej wersji wybrzmiało „Again”. Z miejsca 3. spadło w tym roku na  8. A ja, niezależnie od pozycji w notowaniu, mam swoje miejsce do słuchania tego utworu właśnie tego konkretnego dnia. Leżę na podłodze z uchem przy głośniku. 1 stycznia to połączenie smakuje najlepiej.

W 2016 roku, po 14 latach od wydania albumu „You All Look The Same To Me”, na którym „Again” się znalazło, ja usłyszałam ten numer na żywo. A „Top Wszech Czasów” i początek nowego roku to świetny pretekst do tego, aby przypomnieć moją recenzję najlepszego koncertu roku ubiegłego. Koncertu Archive, oczywiście.

wgkawki-6972
Fot. Darek Kawka dla Anywhere.pl

Jeśli ktoś jeszcze nie zna zespołu Archive, a nazywa siebie słuchaczem, powinien nadrobić braki w muzycznej edukacji. Najlepiej rozpocząć szkolenie od posłuchania grupy na żywo. Pożałuje się każdej minuty, w której nie było się fanem Brytyjczyków.

Po wydaniu nowej płyty Archive ruszyło w kolejną trasę. W ramach „Kings Of The False Foundation Tour” zespół zagrał w Polsce dwa koncerty: w Warszawie oraz Poznaniu. I tradycyjnie – nie zawiódł.

Torwar to koncertowo niebezpieczne miejsce. Można paść na kolana lub wyjść z poczuciem zażenowania. I choć należę do grupy sceptycznie nastawionych do warszawskiej hali przy Łazienkowskiej, nie wyobrażam sobie innego miejsca w stolicy, gdzie Archive mogłoby zaprezentować się równie dobrze.

Rozpoczęli od „Driving In Nails”, wyznaczając tym samym kierunek całego wydarzenia. Celem była gra świateł, oszczędność w słowach i absolutne skupienie na dźwiękach. Podczas wstępu zespół od publiczności oddzielała swojego rodzaju kotara. Dzięki niej wizualizacje wyświetlały się na dwóch płaszczyznach – za i przed zespołem, co zbudowało znakomity klimat już na początku koncertu. Zespół grał zamknięty w czterech ścianach sceny jak w telewizorze, na którego ekranie wyświetlał się obraz. Obraz muzyki. Emocje były jeszcze większe, gdy kurtyna niespodziewanie opadła, bo wydawało się, że muzycy odgrodzili się od słuchaczy na dobre i nie zamierzają tego zmieniać. Kotara powodowała napięcie oraz wprowadzała atmosferę wyjątkowości. Dlatego nie przeszkadzałaby mi jej obecność nawet przez te dwie kolejne godziny.

wgkawki-6564

Na setlistę złożyły się głównie utwory z najnowszego krążka „The False Foundation”, a tytułowy singiel zabrzmiał wręcz brawurowo. Nie zabrakło jednak utworów z poprzednich płyt i wokalistki Holly Martin. Choć jej głos nie pojawia się na ostatnim krążku, Holly towarzyszy zespołowi podczas nowej trasy. Na Torwarze zabrzmiały więc „Kid Korner”, „You Make Me Feel” czy „Crushed”. Po dwunastu utworach zespół zagrał pierwszy bis, na który złożyło się aż pięć numerów. Wszystko to dało ponaddwugodzinny znakomity, przesycony muzyką i emocjami popis. Ponadto ładunek wrażeń zwiększała oprawa wizualna. Genialne, nowoczesne wizualizacje, idealnie dopasowane do utworów, wprowadzały słuchacza w trans oraz dopełniały to, co słyszał i potęgowały to, co czuł.

wgkawki-1138

Bo Brytyjczycy na Torwarze zagrali po prostu znakomity spektakl. Nie koncert, nie show, bo do showmanów im bardzo daleko. Pollard Berrier, gdy nie grał, stał nieruchomo, jakby zahipnotyzowany, w czarnym kapeluszu naciągniętym na głowę, z czarnymi długimi włosami opadającymi na ramiona, w czarnej pelerynie, która dodawała mu jeszcze więcej tajemniczości. Berrier ujmuje przede wszystkim sceniczną charyzmą. Patrzenie na niego przyprawia o dreszcze. Patrzenie na niego jest intymnym aktem zachwytu drugim człowiekiem. Patrzenie na niego boli, bo dystans, który muzyk stwarza i mur, który buduje przed słuchaczem, są absolutnie nie do pokonania. I to jest piękne.

wgkawki-6464

Darius Keeler wpadał w swój własny trans za syntezatorami, Holly Martin z dziewczęcym wdziękiem pojawiała się i znikała, a Dave Pen, jak zwykle odgrywał klasyczną rolę oszczędnego w słowach chłopaka z gitarą. Jednak publiczność wybaczyła zdawkowe przywitanie i cicho wypowiadane „dziękuję” pomiędzy utworami, gdy Pen wszedł na scenę, aby zaśpiewać bis numer dwa. Bo to właśnie podczas drugiego bisu wybrzmiało „Again”. Złośliwi powiedzą, że większość słuchaczy przyszła na koncert tylko dla tej jednej piosenki. Że to jedyny znany przebój Brytyjczyków i odcinają od niego kupony. Ja mówię, że warto poświęcić wszystko, aby usłyszeć „Again” na żywo. Nawet w skróconej, akustycznej wersji. Bo to są rozpacz, ból, cierpienie, miłość, złość i nienawiść podane w jednej skondensowanej i znakomicie napisanej kompozycji.

wgkawki-7105

Zaraz po wyjściu z Hali Torwar, napisałam: „To był najlepszy koncert w moim życiu”. Byłam podekscytowana, rozemocjonowana i roztrzęsiona. Po powrocie do równowagi mogę wykrzyczeć to samo ponownie. Chcę więcej. Takich emocji, takiej muzyki i takich koncertów. Więcej Archive, Archive i Archive.

http://www.anywhere.pl/article,1662,Archive-w-Hali-Torwar

wgkawki-1509wgkawki-1174wgkawki-1533wgkawki-6870wgkawki-1291wgkawki-6776wgkawki-6735wgkawki-6916wgkawki-6946wgkawki-1195

Zdjęcia: Darek Kawka dla Anywhere.pl

Reklamy