Jak pachnie lato?

Wróciłam na ziemię. Po kosmicznych podróżach po orbicie zupełnie nowej muzyki i utworów bez tekstu. Moja głowa nadal tam, ale tu, niżej, jest przecież tyle do zrobienia. Znów wysiadam na przystanku retro.

IMG_20160705_130847

Tak spędzam to lato. Na rowerze pochłaniam letnią Warszawę, podejmuję decyzje i wyzwania, dużo czytam i rozmawiam.

Uwielbiam to miasto latem. Piękne, pachnące kawą, którą piję na balkonie i praniem, które schnie tuż obok donic z miętą i bazylią. Lubię jeździć nad Wisłę Wałem Miedzeszyńskim, z którego obserwuję urocze wille na Saskiej Kępie. Albo Olszynkę Grochowską i las, gdzie ścieżkę przecina zwalony pień drzewa. Lubię smak piwa na bulwarze i przyjemny chłód, gdy się ściemnia. Lubię soboty, gdy wstaję wcześniej niż w pozostałe dni i dojeżdżam na pustą o tej porze Myśliwiecką. Lubię, gdy ktoś zrobi mi coś do jedzenia i spyta o samopoczucie. I pochwali sukienkę. Lubię wyjść z redakcją na wódkę. Ale może być też sushi, herbata albo piwo na schodach. Można ze mną wyjść, ale ja lubię siedzieć przy stole w kuchni i cieszyć się, gdy do głowy przychodzą pomysły.

IMG_20160712_154401

Pomysły na trzy rozmowy i trzy sesje. Zupełnie różne, to zadziwiające jak trzy różne światy stworzyłam z moimi gośćmi w ciągu jednego tygodnia.

Janusza Radka znam i podziwiam od dawna, bo zachwycała się nim moja mama. Pamiętam programy telewizyjne, w których występował, a które ja potem bardziej świadomie oglądałam i poznawałam popularne wtedy muzyczne nazwiska. Janusz Radek jest postacią, która przypomina mi o tym, jak różnej muzyki słuchałam przez te lata. Bo jego płyty stylistycznie się zmieniały, a ja razem z nimi. Dlatego też stresowałam się przed spotkaniem z idolem, który zawsze, mimo że występował na scenie, był według mnie liryczny i wycofany. Po trosze Bodo, po trosze Werter. I choć Janusz Radek okazał się oczywiście cudowny, to w pakiecie dostałam roześmianego faceta, który na sesji zdjęciowej jeździł jak szalony na rowerze po Placu Grzybowskim.

IMG_20160719_192903

Z Leskim zjadłam śniadanie i wypiłam morze kawy. W ciągu dwóch dni przegadaliśmy parę godzin, bo – jak by to Paweł powiedział – spotkali się ludzie z tym samym „przelotem”. Mało zjedliśmy, bo jak tu jeść, gdy tematy się nie kończą. Wywiad będzie o poszukiwaniu siebie bez egoizmu, z zachowaniem uwagi na drugiego człowieka. O rzucaniu dotychczasowego życia, gdy na horyzoncie ma się to drugie – z ryzykiem, że nie okaże się lepsze. O nas, bo dotyczy to nas wszystkich.

Podczas sesji śpiewałam Pawłowi jego własną piosenkę, uśmiałam się i jeździłam na longboardzie. Tak, ja. Paweł także, ale co to za wyczyn, gdy się umie. A gdy ma się na sobie sandałki i sukienkę, idzie trochę gorzej. Leski, choć w garniturze, śmigał przez kilka godzin. I dobrze się bawił, jak my wszyscy.

Po pędzących na rowerze i longboardzie facetach czas na spokojniejszą, jak sama o sobie powiedziała – domatorkę – Darię Zawiałow. Rozmawiałyśmy po babsku, trochę o kobietach i małżeństwie, mniej o facetach, a więcej o muzyce. Daria to niezwykle ciepła i sympatyczna, ale też melancholijna dziewczyna. Pisze erotyki i wydaje wkrótce swój pierwszy album.

13781854_1375025945860232_5855508610411710257_n

Sesja przed nami. Tę jak i dwie poprzednie realizowaliśmy w naszym teamie w składzie: Monika Szałek, dzięki której wszyscy na zdjęciach są piękni i szaleni; Anna Chopard’d, która sprawia, że ci szaleńcy mają piękną skórę i która skupia światło słoneczne w srebrzystej blendzie; oraz Michał Chabelski, który to wszystko nagrywa i po cichu się z nas nabija. Wszystko dla Anywhere.pl, gdzie niedługo efekty naszych dokonań!

A ja wyjęłam płyty. Nie najnowsze, tylko najukochańsze. Zdmuchnęłam kurz z co niektórych, a niektóre mogłabym wyjąć z półki z zamkniętymi oczami (Seal – piąte pudełko licząc od prawej strony na trzeciej półce od góry).