Reggae do potęgi drugiej – Tribute to Alibabki i One Love we Wrocławiu

Za mną dwie ważne imprezy reggae, o których sporo się mówiło. Jak wyglądały, dlaczego były takie ważne i jakie mam wrażenia? O tym ten wpis.

TRIBUTE TO ALIBABKI, 15 LISTOPADA, PROXIMA, WARSZAWA

Choć Alibabki nie kojarzą się z muzyką reggae, to właśnie im przypisuje się sprowadzenie tej muzyki do Polski. W 1965 roku wydały album W rytmach Jamajca Skana którym wyśpiewują skoczne pieśni jamajsko stylizowane na ska. Album bardzo przyjemny, w końcu Alibabki, jak mało który zespół w tamtych latach, miały i mają ogromny urok sceniczny. Tylko im bez obciachu wypadało nagrać taki album. W związku z okrągłą rocznicą w warszawskiej Proximie zorganizowano koncert, na którym współcześni wokaliści reggae wykonywali utwory Alibabek w nowych aranżacjach.

Sama Proxima nie jest moim ulubionym klubem koncertowym w Warszawie, tu zdecydowanie wygrywa praska Hydrozagadka. Tłumów nie było, miałam wrażenie, że większość to zaproszeni goście, a nie faktyczni słuchacze reggae, którzy zakupili bilety. Honorowe miejsce zajmowały same Alibabki, w kolorowych koralach zawieszonych na szyi wyglądały po prostu pięknie. Promieniały, nawet tańczyły w rytm swoich dawnych piosenek. Duży plus dla organizatorów za to, że zadbali o piękną oprawę sceny w stylu lat 70., a dla prowadzącego imprezę Makena za pasujący do okazji smoking, który w połączeniu z dredami wyglądał co najmniej zalotnie.

tribute to alibabki koncert
Mirosław Maken Dzięciołowski, jeden z organizatorów i prowadzący imprezę

Muzycznie koncert na bardzo nierównym poziomie. Warszawska kapela The Bartenders, która akompaniowała we wszystkich aranżacjach, udźwignęła zadanie i była jednym z mocniejszych punktów wieczoru. Wokalista, znany też z Całej Góry Barwinków, Kuba Kaczmarek okazał się jednym z lepszych, jeśli nie najlepszym, śpiewającym mężczyzną na scenie. Świetnie wpasował się w repertuar, z ogromną lekkością w głosie interpretował piosenki Alibabek. Dalej towarzyszył mi już tylko wrażeniowy rollercoaster. Co podniosłam się i już zaczęłam tańczyć, to znowu siadałam znudzona lub – niestety – zniesmaczona płynącym ze sceny fałszem. A ten na takim koncercie nie powinien się przydarzyć. Bardzo słaby występ Kacezeta, dało się odczuć, że jest tam trochę z przymusu, a trochę z potrzeby lansu. Dużo poniżej przeciętnej zaprezentowała się Netka, która wbiegła na scenę zdyszana i w pośpiechu zaśpiewała coś, co pewnie ćwiczyła, a wyszło jak karaoke. Hopkins – naprawdę nie chcę pisać, jak bardzo złe było jego wykonanie. Przejdźmy do tych, którzy pokazali klasę.

Rewelacyjny chór żeński Kalokagathos, który najpierw zaprezentował się z Brodą – wokalistą Habakuka, a potem – w jeszcze lepszej odsłonie – sam. Piękne dziewczyny, z przemyślanym wizerunkiem scenicznym, śpiewające w harmonii. Rzadko zdarza mi się tak chwalić wokalistki. Poza tym bardzo dobrze zaśpiewał i poruszył wynudzoną publikę i jeszcze bardziej wynudzoną mnie Tallib, który nie dość, że nie fałszował, to jeszcze trochę pachnącą molem i starą szafą piosenkę zinterpretował na swoją korzyść. Wielkie brawa dla Talliba, bo to moje odkrycie tego koncertu. Inne bardzo dobre wykony to Dawid PortaszTangu zalotnym przeleć mnie, a także Damian Syjonfam śpiewający spolszczone Obladi oblada.

Edycja przy użyciu Lumia Selfie
Dawid Portasz, Jafia

Tak więc, choć trochę się zawiodłam, bo liczyłam na zdecydowanie wyższy poziom imprezy i lepsze przygotowanie artystów, całość wypadła naprawdę dobrze. Wszystkich występujących przyćmiły śpiewające na koniec same Alibabki, bo to one były największymi gwiazdami tego wieczoru. Rozpromienione, uśmiechnięte, naprawdę szczęśliwe i wdzięczne za pamięć.

Edycja przy użyciu Lumia Selfie
Kuba Kaczmarek, The Bartenders, Cała Góra Barwinków

ONE LOVE SOUND FEST, 21 LISTOPADA, HALA STULECIA, WROCŁAW

Po raz pierwszy pojechałam na One Love i po raz pierwszy byłam w samym Wrocławiu. I pewnie bym się tam nie znalazła, gdyby nie Ostróda. Rzecz nie w tym, że festiwal we Wrocławiu jest drugą, zaraz po ORF, najważniejszą imprezą reggae w Polsce. I nie skłonił mnie do wyjazdu line-up, który, choć zachęcający, nie był line-upem marzeń. W końcu dwa lata temu na One Love grał sam Gentleman, a mnie tam nie było. Ważną częścią całego wyjazdu było to, że towarzyszyłam zespołowi Bakshish, czym nie będę wstydziła się wszem i wobec chwalić.

Znajomość z Bakszyszami zaczęła się od klawiszowca, Janusza Binkowskiego, który zawitał kiedyś do radia z Bartkiem Słatyńskim, by promować solową płytę tego drugiego. Potem spotkanie w Ostródzie już z całym zespołem, ich wizyta w Warszawie przy okazji nagrywania przygotowywanego przeze mnie odcinka Historii pewnej płyty i w końcu One Love (taki tytuł nosi też pierwszy album Bakshisha, któremu poświęcony jest trójkowy program, emisja 28 listopada).

Zrobione przy użyciu Lumia Selfie
Część składu Bakshish, od lewej: Ania Mrożek, Jarek Jarex Kowalczyk, Michał Kotas, Janusz Binkowski

Na festiwal zespół pojechał z projektem Bakshish Soundsystem, ale typowym soundsystemem nie jest. Nie opierają się na zapożyczonych riddimach, ale wykorzystują własne utwory zaaranżowane w nowy, a czasem też po prostu delikatnie odświeżony sposób. Nie jest to więc soundsystem o tradycyjnym, jamajskim i dancehallowym brzmieniu, nie ma pull upów, co najwyżej śląski pulok (sprawdźcie, co to znaczy).

Edycja przy użyciu Lumia Selfie

Czy soundsystemowy Bakshish mi się podobał? Tak. Czy podobał mi się bardziej niż Bakshish na żywo w całym składzie? Nie. Zdecydowanie wolę muzykę na żywo, tym bardziej, gdy jest to rootsowe granie pełne natchnienia i kojącego wokalu Jarexa. Pięknie nie tylko wyglądała, ale i śpiewała, Ania Mrożek, dla której wielkie brawa.

Edycja przy użyciu Lumia Selfie
Bakshish Soundsystem, One Love, Wrocław

Samo miejsce było dla mnie nowością, pierwszy raz brałam udział w imprezie reggae odbywającej się w zamkniętej hali. A owa hala, czyli Hala Stulecia, delikatnie trąci PRL-em, co dla mnie – wiadomo – nie było problemem. Brak jednak festiwalowego ducha i klimatu, którym w Ostródzie się oddycha. Ogromne odległości dzielące wejścia na główną płytę od innych przygotowanych atrakcji, bardzo męczyły. Sami festiwalowicze – też jakoś mniej kolorowi, mniej regowi, mniej festiwalowi. I samo określenie mniej – One Love przyciąga zdecydowanie mniej ludzi niż Ostróda.

Zachwyciły mnie – oprócz spraw oczywistych, czyli towarzystwa Bakshishu i niezapomnianych dwóch dni z nimi spędzonych – dwie rzeczy.
Po pierwsze wspaniale prezentująca się scena, która z góry, w towarzystwie świateł robiła wrażenie. Bardzo dobrze wydane pieniądze na produkcję, do której ktoś naprawdę się przyłożył.

WP_20151121_21_17_28_Pro

Po drugie – Richie Campbell. Portugalski wokalista, który już niedługo przebije popularnością Gentlemana – zapamiętajcie go, bo będzie o nim głośno. Słyszałam go już w Ostródzie, we Wrocławiu był jeszcze lepszy. Świetne piosenki, lekkość śpiewania i naturalna charyzma, która wbiła mnie w ziemię. Gdyby tylko nie ta drętwa publiczność… Richie pyta ze sceny How are you feeling?! Cisza. Nie wiem, czy to przez niezrozumienie języka czy niezrozumienie geniuszu Campbella. Ja bawiłam się znakomicie, co więcej, nie pamiętam, żebym aż tak tańczyła kiedykolwiek pod sceną w Ostródzie. Gapa jestem, bo nie złapałam Richiego za kulisami, a podobno następnego dnia rano w hotelu jadł obok nas śniadanie. A ja go nie widziałam! Kupić jego albumu w Polsce nie można, a przecież wystarczyło podejść do jego muzyków i spytać…

Pierwsze One Love za mną, choć do dobrych wspomnień przyczyniły się głównie osoby, z którymi ten weekend spędziłam. Do zobaczenia za rok? Z Bakshishem pewnie prędzej, z One Love bardzo prawdopodobnie.

Reklamy

Sto lat dla mnie, czyli pierwsze urodziny przystanku retro

Zaczęłam od CD 1, ale od razu przeskoczyłam do utworu numer 8 – Kuba Badach z Kreszendo. I śpiewając będziesz moją muzą tanecznie przeszłam cały korytarz w to i z powrotem (całe szczęście, że korytarz długi). Potem CD 2 i utwór drugi. Keziah Jones i Sinnerman. Od niedawna moja ulubiona interpretacja tej pieśni, podchodząca z albumu NINA REVISITED: A Tribute To Nina Simone. A więc tak wyglądało moje pierwsze przesłuchanie Smooth Jazz Cafe 15. Większość utworów znam z Markomanii, przecież systematycznie tam się pojawiają. A więc po tym pierwszym grabieżczym przesłuchaniu, rozpoczynam, jak należy, od utworu numer 1 z CD 1 i dalej… (A może przy słuchaniu tej płyty stworzę jakieś dzieło? Przy SJC 14 napisałam licencjat… Marzy mi się powieść…)

Zrobione przy użyciu Lumia Selfie

Zrobione przy użyciu Lumia Selfie

RADIO

Dużo nowości od Marka Niedźwieckiego. Wyszła Muzyka Ciszy 3, na której znalazł się między innymi zachwycający Pascal Obispo i D’un Avé Maria. Przyznam się, że włączyłam teraz ten numer i nie mogę skupić się na pisaniu…

W księgarniach  Australijczyk już świeci żółtą okładką i zaprasza do czytania. Tego choć mało, to jest co oglądać, dużo różnokolorowych zdjęć, nie tylko kangurów i opery w Sydney.

 

 

Zrobione przy użyciu Lumia Selfie

Kończąc temat Markomanii pochwalę się tylko jeszcze tym zdjęciem, nie komentując go wyczerpująco. Czy to źle, że chciałam zdjęcie?

sebastian karpiel bulecka
Sebastian Karpiel-Bułecka w Markomanii

I czy źle, że mam autograf?

Zrobione przy użyciu Lumia Selfie

WP_20151114_16_05_36_ProKtoś na fb Trójki pod relacją z wizyty Zakopower, napisał komentarz: Czy to jeszcze Trójka? Gdzie zaczyna się i kończy Trójka? Czy Marek Niedźwiecki może rozmawiać z Karpielem-Bułecką czy już nie? Czy zagrają nową płytę Margaret i Matta Duska? Nie wierzyłam, a jednak. Pan Marek powiedział, że Margaret lepsza od Duska. Ja się zakochałam w tym wydawnictwie, w dzień po premierze było już u mnie. To nie wstyd kupić tę płytę. A jeszcze lepiej kupić ją ukochanej osobie na święta.

 

 

PŁYTY

A propos nowych płyt. Mam WIR – wykłóciłam się z panią w empiku, że w dniu premiery płyta powinna być na półce. Uspokajając sytuację poprosiłam o sprawdzenie w dostawie i okazało się, że była. Miałam Pablo w dniu premiery. Płyta jest surowa, skandynawska i zimna. Jeszcze mnie nie przekonała.

wir okladka

Zrobione przy użyciu Lumia Selfie

Jest oczywiście Michał Bajor; jest Herdzin i Szcześniak (polecam);, Daniel Bloom rozczarowująco niebloomowy, choć nadal niezły; na punkcie Simplefields – jeśli jeszcze tego nie zrobiła – to oszaleje cała Polska; Kortez późno u mnie zawitał, ale wpasowuje się w jesienne zimne wieczory; Stanisława Celińska Suplement – ciężko mi się do niej przekonać; no i świetne wydanie Maanamu na 30-lecie istnienia zespołu.

KONCERTY

Leski w Stodole przełożony na 17 lutego… czyli moje urodziny. Nie wiem, czy pójdę. Nigdy nie spędzałam urodzin na koncercie, może najwyższy czas, żeby to zrobić?

W międzyczasie też wypiłam toast na urodzinach Radia Kampus, z którym byłam związana. Zagrał Pablopavo, zagrał Taco Hemingway. Miłość do Pabla się nie zmieniła, zachwyt nad Taco przeminął.

Poznałam także muzykę Jacka Stęszewskiego, którego wokal kojarzyłam dotąd jedynie z kapeli Koniec Świata. Jacek zagrał recital w warszawskim klubie Mechanik.

WP_20151107_21_37_39_Pro

Choć bardami nigdy się nie zachwycałam, to w Jacku coś mnie urzekło. Może dająca się odczuć najnormalniejsza na świecie, najprostsza i niewymuszona radość bycia na scenie? A może całkiem niezły głos i jeszcze lepsze aranżacje? A może teksty? Jacek powiedział mi, że porównują go do Jacka Kaczmarskiego, ale czy każdy facet siedzący na scenie z gitarą musi być Kaczmarskim? Stęszewski jest Stęszewskim, całkiem niezłym Jackiem Stęszewskim. Koncertuje w całej Polsce, jeśli będzie w waszym mieście, zachęcam do zobaczenia i posłuchania go na żywo.

Zrobione przy użyciu Lumia Selfie

W tym tygodniu ruszam na One Love Sound Fest do Wrocławia. W końcu tam dotrę, to będzie mój pierwszy raz na festiwalu i pierwszy raz we Wrocławiu! Tak to już jest, że ostródowe znajomości trwają jeszcze długo po zakończeniu imprezy, a moja znajomość z Bakshishem zaowocowała nie tylko programem w Trójce, ale też wspólnym wyjazdem na One Love. Na festiwalu Bakshish tym razem w soundsystemowej odsłonie, a w czasie kiedy ja będę tańczyć pod sceną, w Trójce emisja mojego odcinka Historii pewnej płyty o… pierwszej płycie Bakshishu z roku 1993!  Sobota, 21 listopada, godz. 18., Program III – zapraszam do słuchania!

Miało być o koncertach i spotkaniach, a tu znowu mi się miesza z radiem. Ale przecież wszystko miesza się z radiem, wszystko dzieje się wokół radia i wszytko z radiem jest związane. A szczególnie kolejne spotkanie. Wiele lat temu, przekonana o swoim talencie pisarskim i przyszłości w dziennikarstwie politycznym, trafiłam do Katolickiego Radia Płock. Chciałam spróbować swoich sił, w końcu mikrofon już wtedy nie był mi obcy. Zmieniłam zdanie zarówno o umiejętności pisania, jak i karierze w sejmie i zakochałam się w radiu. Moją Mistrzynią i pierwszą nauczycielką tego fachu, dzięki której zajęcie to stało się czymś dużo więcej niż fach, stała się i nadal jest Renata Kraszewska. Widujemy się rzadko, niedawno przyjechała do Warszawy i po 5 latach znowu mamy wspólne zdjęcie.

WP_20151105_15_52_23_Pro (3) ()

Pani Renato, Renato – dziękuję.

Minął rok od założenia tego bloga. Przez ten rok wydarzyło się tyle muzycznych rzeczy, o których tu pisałam, tyle płyt wyszło, tyle czasu spędziłam na słuchaniu muzyki! Napisałam licencjat, zostałam wydawcą w radiu, zakochałam się i odkochałam, urządziłam mieszkanie, przeprowadziłam się, a wszystkie płyty przywędrowały razem ze mną w nowe miejsce. Muzyka została, muzyka będzie zawsze. Życzę sobie, z okazji pierwszych urodzin mojego bloga, wytrwałości w pisaniu. Bo o tym, że nie stracę pasji do muzyki i radia, jestem przekonana. W końcu to blog (patrz nagłówek) – O MUZYCE, RADIU I PASJI.

Ola

Alibabki tańczą ska

PLAKAT TTAPLAKAT TTAPLAKAT TTA

Choć może nie w wydaniu, o jakim myślimy teraz, to jednak Alibabki sprowadziły muzykę jamajską do Polski. Aby to uczcić spotykamy się
15 listopada w Proximie na koncercie TRIBUTE TO ALIBABKI.

Sześć, a w późniejszych składach pięć dziewcząt śpiewających na głosy królowało w latach 70. na polskiej scenie muzycznej. Nie były ucieleśnieniem męskich snów, nie stylizowały się na seksbomby, były raczej dziewczynami z sąsiedztwa, w których odbijały się marzenia prowincjonalnych panien o zamążpójściu i zakupie pralki Frani. Z tego stereotypu czasem się wyłamywały, choćby za sprawą przeboju Tango zalotne – przeleć mnie o dość przewrotnym przekazie, ale nawet śpiewając te słowa zachowywały klasę i dziewczęcą nieśmiałość.

Alibabki założyły swój chór w 1963 r. W ’69 ukazał się najpopularniejszy longplay zespołu Kwiat jednej nocy, a tytułowy numer jest do teraz najczęściej wspominanym przebojem Alibabek. Ale to nie solowa kariera sprawiła, że zapisały się na kartach historii polskiej piosenki, choć tej kariery umniejszać nie wolno. Ale przede wszystkim Alibabki towarzyszyły gwiazdom estrady lat 60. i 70. uświetniając ich występy. Z Czesławem Niemenem zaśpiewały Jednego serca, a z Breakoutami Na drugim brzegu tęczy.

Jednak albumem, za który całe środowisko reggae składa hołd Alibabkom, jest singiel W rytmach Jamajka ska, nagrany w 1965 roku z Tajfunami – grupą wzorującą się na The Shadows, z której później ukształtowały się Bizony.

Alibabki żegnają się z twistem i śpiewają: Ale kto dzisiaj nie tańczy ska, konserwatystą jest proszę was!

50-lecie nagrania tego albumu to dobra okazja, żeby Alibabkom podziękować i hucznie świętować przy ska i reggae. Świętujemy 15 listopada w warszawskiej Proximie na koncercie Tribute to Alibabki – 50 lat muzyki jamajskiej w Polsce. Nowe aranżacje utworów Alibabek przygotowują Bartendersi, a wokalnie towarzyszyć im będzie śmietanka polskiej sceny reggae. Warto wspomnieć chociażby Jarexa z Bakshishu, Brodę z Habakuka, Dymola i Muchę z Dubsków, Damiana Syjonfama czy Dawida Portasza. Będą też same Alibabki, więc tam po prostu wypada się zjawić.

A mi się marzy, żeby tego wieczoru w Proximie było mniej współcześnie, a bardziej oldschoolowo. Żeby tak wyciągnąć z szafy sukienkę mamy sprzed 30 lat i trochę ska, a trochę bardziej hippie tańczyć pod sceną. To wymarzony koncert dla mnie – połączenie retro i reggae. Czy można lepiej?

Na koniec jeszcze garść praktycznych informacji:

TRIBUTE TO ALIBABKI
15 listopada 2015, godz. 20.00
Warszawa, Klub Proxima, ul. Żwirki i Wigury 99a
Bilety 49 zł (przedsprzedaż) / 59 zł (na miejscu w dniu koncertu)
Przedsprzedaż: biletomat.pl oraz w klubie Proxima

Widzimy się? Pewnie, że się widzimy! Z głowy czapki – wracają Alibabki!