No to jazz

Na kanapie u Kuby Wojewódzkiego zasiadł ostatnio Krzysztof Antkowiak. Pamiętacie? Zakazany owoc dumnie krąży mi nad głową…  Przebój z Opola ’88 przez wiele lat był numerem jeden tak zwanej muzyki młodzieżowej, a każdy początkujący wokalista w zaciszu domu kultury wyśpiewywał ten refren. W latach 90. Antkowiak we współpracy z Grzegorzem Ciechowskim wydał album Delfin. Dwadzieścia lat później powraca w projekcie Simplefields. U Wojewódzkiego był we wtorek, a do nas zawitał dwa tygodnie temu. Wypadł świetnie, u Kuby chyba jeszcze lepiej. Oglądając program myślałam sobie – cieszę się, że uścisnęłam dłoń temu facetowi. Bo Antkowiak to mądry facet i u Kuby to udowodnił.

A przy okazji nadrabiam zaległości w kwestii radiowych spotkań.

Na Myśliwieckiej odwiedzili nas między innymi Mistrz Wojciech Młynarski oraz Jacek Bończyk, a ostatnio także Kayah, która rusza w trasę z okazji dwudziestolecia swojego albumu Kamień.

młynarski trójka
Z Jackiem Bończykiem i Wojciechem Młynarskim w trójkowym studiu

I jeszcze jeden Pan. Wiele razy był w Trójce, ale za każdym razem nie byłam tam na miejscu, lecz z mieszkania słuchałam tego, co mówi. Dlatego gdy Tomek Żąda uprzedził, że do prowadzonej przez niego w zastępstwie Myśliwieckiej 3/5/7 przychodzi Leski, odpisałam – Rzucam wszystko i przychodzę.

I przyszłam. I poznałam Leskiego. Leski, czyli Paweł Leszoski to późny debiutant, który swoim albumem .splot wdarł się po cichu na polski rynek muzyczny. Nie wyważał drzwi, ale rozłożył koc, wyjął gitarę i po cichutku przygrywając zapraszał swoich słuchaczy do siebie. Pawle, cieszę się, że cię poznałam. I gratuluję zdobycia Mateusza Trójki za fantastyczny niewymuszony debiut.

leski trójka
Z Leskim w Trójce

Tyle premier! Tyle!

Michał Bajor wydał nową płytę, na której znalazły się utwory z tekstami Wojciecha Młynarskiego. Pan Bajor będzie gościem Markomanii pod koniec listopada. Bardzo się stresuję, bo głos Bajora towarzyszy mi od wczesnego dzieciństwa, a fanatyzm odziedziczyłam po mamie. Pozazdrości mi spotkania. Powiedzcie mi, czy tylko ja jedyna z grona dwudziestolatków wiem kto to Michał Bajor? Kiedy powiedziałam przyjaciółce, że poznam Michała Bajora, zrobiła wielkie oczy. Naprawdę nie znacie jego fantastycznej roli Nerona w Quo Vadis Jerzego Kawalerowicza?

 

Bardzo czekam na płytę Wir tria Pablobavo/Iwanek/Praczas. Październikowy facet mnie urzekł, ciekawe czego jeszcze posłuchamy na tym krążku. Ja już nie potrafię nazwać muzyki Pawła Sołtysa – i za to go uwielbiam.

wir

Przed nami też trochę Markowych premier. Kolejna książka pana Marka Niedźwieckiego trafia do księgarń 4 listopada, a w tym samym czasie ukazują się dwa wydawnictwa: Smooth Jazz Cafe 15 oraz Muzyka ciszy 3. Tracklista w przypadku tej drugiej sprawia, że płyta będzie idealnym tłem do zimowych wieczorów przy winie. A może jednak wybiorę Smooth…? Dzięki Panu Markowi zaczęłam słuchać jazzu, więc będzie to tak naprawdę moja pierwsza zima z jazzem na poważnie.

A skoro jesteśmy przy muzyce jazz, to wspomnę jeszcze o kwartecie, o którym już tu pisałam. FOURS Collective zagrał w warszawskim klubie 12/14 przy Piwnej. Chłopaki byli gośćmi Markomanii jakiś czas temu, a ich Treezz nadal widnieje w zestawieniu do głosowania na elpetrójkę.

To miał być wieczór wytchnienia od głośnego centrum Warszawy, w którym spędzam ostatnio wiele wieczorów. Babski wieczór przy jazzie, dlatego zabrałam ze sobą moją przyjaciółkę Monikę, która jazz lubi średnio, ale po cichu liczyłam, że moja propozycja jej się spodoba. Klub 12/14 w zaciszu Starego Miasta to miejsce dla bohemy artystycznej, gdzie półki zastawione są najlepszymi winami, a przechadzająca się między stolikami właścicielka wygląda na żonę marszanda, której kaprysem było posiadanie lokalu z wykwintnymi przekąskami. Pachniało luksusem i zbędnym nadęciem, a chłopaki z Fours Collective w białych trampkach i t-shirtach nieco się wyróżniali. I to pozorne niedopasowanie dwóch światów zniknęło, gdy weszli na scenę i zagrali pierwsze dźwięki. To zdecydowanie ich świat, panowie dźwiękami żyją i je przeżywają. Dobrze się na nich patrzyło i jeszcze lepiej się ich słuchało, popijając alkohol w idealnie wypolerowanym szkle. Przypomina mi się teraz wers z piosenki Jopek niech ktoś zatrzyma wreszcie czas, ja wysiadam… Wtedy czas się zatrzymał i bardzo mi było z tym dobrze.

Zrobione przy użyciu Lumia Selfie
FOURS Collective na scenie

A na pierwszym miejscu w trójkowym zestawieniu 40 największych przebojów Maanamu – Krakowski spleen z albumu Nocny patrol z roku 1983. Cieszę się, bo to był mój pierwszy wybór z listy.

Reklamy

Reggae meteory

Zimno. „Pani kierowniczko, ja rozumiem, że wam zimno, ale jak jest zima to musi być zimno” – przypomniało mi się dziś na przystanku. I tak trzęsąc się, i czekając na autobus pomyślałam, że napiszę dziś o jesiennej muzyce. Bo jesień to taki okres, kiedy zmieniają mi się preferencje muzyczne. Pierwsza myśl – Gęstnieją jesienie – numer Mechaników, o których ostatnio pisałam. Utwór jesienny do cna, z grupy takich, przy których włącza się jesienna nostalgia. Ale nie dziś!

Bo dziś jeszcze reggae. A to wszystko za sprawą dwóch bardzo regowych płyt, które do mnie przyjechały. I to może trochę przez duży kubek kawy, a trochę też dzięki tym dźwiękom, w mieszkaniu od razu zrobiło się przyjemniej.

Pierwszy album nie taki świeży, bo premierę miał w Ostródzie, gdzie nie zdążyłam go kupić. K-Jah i jego Link up.

 

Krystian Walczak zaprosił na swój debiutancki producencki album świetnych gości, także z zagranicy, m.in. Gentlemana z Tamiką. Nie podoba mi się okładka, zbyt infantylna i bardzo odstraszająca, jak najgorsze okładki płyt z lat 90. Nie podobał mi się też singiel promujący płytę, czyli utwór Missing you z Madmajkiem, dlatego byłam ciekawa, jak będzie brzmiała reszta materiału. Muszę z tą płytą pobyć, ale czuję, że znajdę parę smaczków. Jak zwykle jestem zachwycona wokalem Portasza w dwóch numerach i, o dziwo, intrygującym głosem Martyny Baranowskiej w nagraniu Rest. Tamika z Gentlemanem bardzo rootsowo, takiego Gentlemana bardzo lubię. Zgrywam na odtwarzacz (tak, noszę ze sobą mp4, nie słucham muzyki w telefonie), żeby się osłuchać.

Wrzucam drugą płytę i jest pięknie. Od początku świetna sekcja dęta. Wokal, który przez wiele lat po prostu mnie drażnił, teraz uważam go za całkiem przyjemny. Piękne teksty, którym naprawdę należy się przyjrzeć. Nowa płyta Tabu.

 

Tabu to taki zespół, do którego przez wiele lat słuchania reggae musiałam się po prostu przekonać. Kiedyś ich unikałam, bo kojarzyli mi się głównie ze „słonecznym reggae, przygodą na Jamajce”. Od czasu tego regie szlagieru dojrzeli, spoważnieli i nabrali szlachetności. W tym roku  koncert Tabu na ORF o 1 w nocy był niesamowitym przeżyciem. Bo Tabu śpiewa bardzo życiowe teksty, często pisane przez Rafała Karwota w pierwszej osobie liczby mnogiej, przez co słuchacze się z nimi utożsamiają. I ta tożsamość z zespołem sprawia, że od tylu lat są na regowym polskim topie. A  ta płyta – choć jestem dopiero przy trzecim numerze – to potwierdzi. Mniej ska, sporo dęciaków, piękne klawisze w tle…

Płyta jest pięknie wydana. Obok samej okładki, ze zdjęciem Bartka Murackiego, prostej, wysublimowanej, ogromne wrażenie sprawił na mnie sam krążek, który wygląda jak płyta winylowa z charakterystyczną czarną powłoką.

WP_20151013_015

Od długiego już czasu  krąży w sieci numer Nie potrzeba nam nic, który znalazł się na tym krążku. Według mnie ma wielu konkurentów. Jest także remix znanego Jak dobrze cię widzieć z płyty Endorfina z 2012 roku. Chcecie usłyszeć dubstepowe Tabu? Sięgnijcie po Meteory. 

Oficjalnie ogłaszam przedłużenie sezonu na słuchanie reggae, który będzie obowiązywał chyba jeszcze przez całą zimę. Po pierwsze, czeka nas kilka dobrych, klubowych koncertów reggae. Jafia w Hydrozagadce 26 listopada, następnie w tym samym miejscu Tabu 6 grudnia, a wcześniej – 15 listopada – koncert, który może być jednym z lepszych koncertów w tym roku. Tribute to Alibabki w Proximie, gdzie czołówka polskiego reggae wykona utwory Alibabek w nowych aranżacjach. Zagrają Bartendersi, a zaśpiewają Jarex i Ania z Bakshishu, Damian Syjonfam, Broda z Habakuka, Earl Jacob i wielu innych. Reggae i big beat – moje dwie miłości na jednym koncercie – muszę tam być!

tribute to alibabki
fot. facebook.com/goodcrewofficia

Na koniec dwie smutne wiadomości. Indios Bravos zawieszają działalność i wyruszają w ostatnią trasę koncertową. Mucha, czyli Marcin Muszyński, fantastyczny, charyzmatyczny wokalista Dubsków, opuszcza zespół. Czyli nowa płyta już bez Muchy. Szkoda.

Zawstydzili mnie

Czy mnie naprawdę brakowało tu przez dwa miesiące? A może inaczej, jak to możliwe, że przez dwa miesiące nie brakowało mi bloga? Brakowało. Ale blog blogiem, a obowiązki obowiązkami. Jedyna rada ode mnie: nigdy nie urządzajcie mieszkania. Never.

Tyle zbędnych tłumaczeń.

Pamiętam, miałam opisać Ostródę. I pierwszy po wakacyjnej przerwie post się Ostródzie należy, choć nowych radiowych przeżyć do opisania także mam wiele. Jednak wspaniałe jest to, że pomimo dwóch miesięcy od powrotu z ORF, ja ciągle pamiętam każdą chwilę spędzoną na festiwalu.

Kiedy parę dni po Ostródzie zobaczył mnie znajomy, spytał: Jesteś zakochana czy byłaś w Ostródzie? Byłam po Ostródzie. Promieniałam, we wspaniałym humorze z dziewczęcą ekscytacją opowiadałam kolejnym znajomym wrażenia z festiwalu. A te były… i tu chwilę się zamyślam. Bo „niezapomniane” głupio brzmi. „Magiczne” jeszcze gorzej. Nie chcę dorabiać festiwalowi zbędnej otoczki najlepszego miejsca na ziemi, bo pewnie takim Ostróda nie jest. Ale raz do roku liczy się to jedno miejsce. I najważniejsze, żeby tam być.

Ostróda to nie tylko muzyka, ale przede wszystkim ludzie. Ja w tym roku spełniłam moje małe marzenie. Wiele razy powtarzam, że najpierw jestem słuchaczką, dopiero później dziennikarką. Jestem fanką, czasem psychofanką. Taką też fanką na pograniczu fascynacji i uwielbienia na wyrost byłam i będę w przypadku grupy Bakshish.

Pamiętam siebie wiele lat temu na nieistniejącym już festiwalu w Zbicznie. Bakshish był tam jedną z głównych gwiazd, a ja wiedziona głosem Jarexa odkrywałam stare dobre reggae. Od tego czasu wokalista – Jarek Kowalczyk – był dla mnie wyznacznikiem spokojnego, duchowego sposobu przekazywania reggae słuchaczom. Mit obalony. Jarek jest zwykłym człowiekiem, nie duchowym przywódcą. Dlaczego tak myślę? Bo nareszcie go poznałam! I choć cały zespół śmiał się, że przez pierwsze kilkanaście minut siedziałam sztywno, jak gdyby to było spotkanie na szczycie, ja miałam to poczucie, którego już kilkakrotnie wcześniej doznawałam, że stykam się z osobą, która wychowała mnie muzycznie. Za co – Jarku – bo już tak mogę do Ciebie mówić – dziękuję.

Jarex!
Jarex!

Zespół Bakshish to sympatyczni, bardzo otwarci i bardzo inspirujący ludzie. A ostródowa znajomość z zespołem owocuje teraz bakshishowym odcinkiem Historii pewnej płyty w Trójce. Na warsztat bierzemy pierwszy album zespołu, moją rówieśniczkę – płytę One Love z 1993 roku. Pierwsze nagranie już za mną.

Jarek Jarex Kowalczyk w Trójce
Jarek Jarex Kowalczyk w Trójce

Ada się śmieje, że gdzie pojadę, tam mam znajomych. To nieprawda, ale prawdą jest to, że w Ostródzie spotkałam WSZYSTKICH. Przypomniały mi się czasy śpiewania w kapeli, z tamtych czasów spotkałam parę znajomych mi twarzy. Reszta muzyków czy festiwalowiczów to osoby spotkane w ciągu tylu lat mojego muzycznego życia.

Edycja przy użyciu Lumia Selfie

Edycja przy użyciu Lumia Selfie

Piękne trzy dni, jamajska pogoda, muzyka, taniec pod sceną, ludzie i niepowtarzalna atmosfera, którą tworzą. Jednym słowem: Ostróda.

A-HA A-HA A-HA!

Dlaczego wróciłam akurat dziś i piszę ten post na podłodze w łazience, bo w nowym mieszkaniu nie mam jeszcze krzeseł i stołu, przy którym mogłabym usiąść? Bo dziś mnie porządnie zawstydzono. A konkretnie zawstydzili mnie Mechanicy. Small Mechanics.

mechanicy fb

Bo jak to wygląda, że TAKI ZESPÓŁ wspomina o moim blogu, a na nim takie starocie? Dziękuję chłopaki za inspirację.

Ola