Wielkie odliczanie

Jeszcze tylko tydzień. Czekamy cały rok, więc wytrzymamy jeszcze 7 dni, które szybko miną.
A jeszcze szybciej minie następny weekend. Bo czas w Ostródzie płynie w ekspresowym tempie.

Za tydzień, 6 sierpnia, zaczynamy 15. edycję Ostróda Reggae Festival.

tapeta-orf-2015-830x519Uwielbiam to miejsce odkąd pierwszy raz je zobaczyłam, wiele lat temu. ORF to coś więcej niż muzyka. Przez parę dni żyje się w specyficznej społeczności, nie tylko fanów reggae, bo do Ostródy przyjeżdżają przecież także ludzie, którzy reggae na co dzień nie słuchają. Nieważne, jak bardzo pretensjonalnie to zabrzmi – ale to prawda. Przez 4 festiwalowe dni jest się naprawdę szczęśliwym człowiekiem wśród setek szczęśliwych ludzi.

DSC05383Patrzcie, jaka szczęśliwa Ada. To zeszłoroczna edycja ORF.

Kocham to miejsce i od tygodnia jestem myślami już tylko tam. Ekscytujące są same przygotowania. Dlatego nie mogę już się doczekać czwartkowego wieczoru, kiedy wyjmę z szafy moje festiwalowe ciuchy i zacznę pakowanie. I piątkowego poranka, gdy z Adą wsiądziemy do samochodu i pomkniemy w kierunku Ostródy.

Już wiem, że nie dojadę na festiwal pierwszego dnia,  kiedy w amfiteatrze zaplanowano koncert Fundamenty ORF, na którym zagrają Jafia, Habakuk, Bakshish i Vavamuffin. Bardzo żałuję, bo te kapele to też dla mnie osobiste fundamenty mojego reggae. Wszystkich słyszałam już na żywo, chociaż wspaniale byłoby usłyszeć ich razem w Ostródzie.

Dubska w hymnie ORF 2014 śpiewają: Spokojnie, bez nerwów, nikt cię nie ocenia, ile masz lat, są wszystkie reggae pokolenia. Kolejna święta prawda. Nie ma kompleksów, nie ma mody, nie ma hipsterstwa.

Jest i zawsze była w Ostródzie najlepsza muzyka. Zeszłoroczny line-up był wymarzony, w tym roku jest trochę gorzej. Jednak w sobotę zagra ten, od którego reggae zaczęłam słuchać. Gentleman. Kiedy kilka miesięcy temu organizatorzy ogłosili, iż na piętnastolecie festiwalu, po raz pierwszy w tym miejscu zagra Gentleman, pomyślałam: Będzie się waliło i paliło, ale ja tam będę. I uda się, będę. Za tydzień w sobotę, od 22.30 nie ma mnie dla nikogo. Będzie tylko Gentleman na scenie i ja wśród ludzi pod sceną.

Nazywany kolonizatorem, mocno hejtowany przez fanów reggae i dziennikarzy. Czy Gentleman to jeszcze reggae, czy już nie reggae? Gwiazda regowego popu czy popowego reggae? Nieważne. Stoi za nim ogromny tłum ludzi,  którzy  dzięki niemu reggae zaczęli słuchać, taką osobą jestem ja. Ostatnim albumem MTV Unplugged udowodnił, że jest przede wszystkim bardzo dobrym wokalistą i to reggowe flow na pewno posiada. Nie wiem, czy wyuczone. Pewnie trochę tak. Ja mu wierzę.

Skoro już przy Gentlemanie jesteśmy, to przy nim zostańmy. Następny wpis poświęcę pozostałym wykonawcom tegorocznego ORF, a teraz 10 utworów Gentlemana, które w Ostródzie chciałabym usłyszeć (niewykluczone, że przy którymś z nich się popłaczę).

1. Changes (Diversity, 2010)

Pewnie to jego reguła, że w refrenie zamiast changes śpiewa nazwę kraju, w którym gra. Jeśli zaśpiewa Polska, łzę uronię .

2. To The Top (Diversity, 2010)

We can make it if we try – przy tym numerze przygotowywałam się do wywiadu z Gentlemanem.

3. Superior (Confidence, 2004)

Znam cały tekst na pamięć, Superiora graliśmy ze Słonecznikami na zakończenie każdego koncertu. Wśród publiki zawsze był szał.

4. In My Arms (New Day Dawn, 2013)

Takiego Gentlemana lubię najbardziej. Ta piosenka to dla mnie kwintesencja jego muzyki. Plus świetny klip.

5. Ina Time Like Now (Diversity, 2010)

Kiedy tego słucham, nie skupiam się ani na tekście, ani na wokalu, tylko na sekcji rytmicznej. Posłuchajcie koniecznie.

6. You Remember (New Day Dawn, 2013)

Wiadomo, tekst.

7. Weary No More (Confidence, 2004)

Z tego samego powodu. Od czasu do czasu podśpiewuję sobie pod nosem When Jah Jah is calling, ’cause your teardrops keep falling, answer his call, you will weary no more…

I może jeszcze wersje z ostatniego albumu: No Solidarity, Warn dem, Intoxication.

Boże daj, żeby tak było.

WP_20140925_15_58_20_Pro20140925160608

Z kim widzę się w Ostródzie?

Lista Przebojów Programu III

Trzy miesiące intensywnej pracy nad licencjatem przybliżyły mnie jeszcze bardziej do redakcji przy Myśliwieckiej. Wiele godzin, dużo stresu, ale chyba najwięcej przyjemności i dumy z efektu końcowego. Niech idzie w świat – historia Listy Przebojów Trójki i Marka Niedźwieckiego.

Część 1: Premiera Listy Przebojów na antenie Programu III Polskiego Radia

Zrobione przy użyciu Lumia Selfie

W marcu 1982 roku narodził się pomysł stworzenia na antenie Trójki audycji pt. Lista Przebojów. Pomysłodawcą był Andrzej Turski, który prowadzenie programu zaproponował Markowi Niedźwieckiemu z redakcji radiowej Jedynki. Matką chrzestną zaś całego przedsięwzięcia stała się Zofia Kruszewska, wieloletnia realizatorka Trójki, która pracuje na tym stanowisku do dziś. To ona poleciła w redakcji zaangażowanie do projektu Marka Niedźwieckiego. Historia spotkania Turskiego  i Niedźwieckiego owiana jest legendą. W każdej pozycji opisującej Trójkę czy samą Listę Przebojów przytaczane jest jedno zabawne wydarzenie. Wiesław Weiss w 33 x Trójka opisuje historię, kiedy to Andrzej Turski, pełniący rolę dyrektora Trójki, w drodze na ważne spotkanie w głównej siedzibie Polskiego Radia na ulicy Malczewskiego w Warszawie spotkał Niedźwieckiego na korytarzu. Powiedział:

„Słuchaj, mam pół etatu, będziesz robił listę, jak chcesz i jaką chcesz. Będzie trwała, nie wiem, dwie godziny. Mieszkania nie mam. Musisz sobie coś znaleźć. Ale zarobisz tyle, że pewnie coś sobie znajdziesz. Zgadzasz się?”[1]

Marek Niedźwiecki przyjął propozycję. Prowadzenie listy przebojów nie było mu obce. Do tej pory współpracował z Bogdanem Fabiańskim przy Liście Przebojów Studia Gama w Jedynce.

Pierwsze notowanie Listy Trójka nadała 24 kwietnia 1982 roku o godzinie dwudziestej. Audycję poprowadził Marek Niedźwiecki, a za stołem realizatorskim usiadł Marek Dalba. Jak pisze Marcin Gutowski, aby zaznajomić słuchaczy z utworami i wyjaśnić zasady głosowania, tydzień przed pierwszą emisją zaprezentowano listę propozycji muzycznych.

Lista Przebojów w Trójce proponowała coś więcej niż tylko zwykłe zapowiadanie piosenek. Marek Niedźwiecki, który z natury jest raczej spokojny i stonowany, od początku prowadził Listę w taki właśnie sposób. Ogromny udział w zmianie stylu prowadzenia audycji miał Marek Dalba. To on zaproponował Niedźwieckiemu wprowadzenie elementów zaskakujących i zabawnych, które z jednej strony, przyciągnęłyby słuchacza, a z drugiej – sprawiłyby, że wysłuchałby audycji do końca. Z tego powodu na antenie Trójki można było usłyszeć na przykład skrzypienie drzwi czy celowe spóźnianie się prowadzącego do studia przy włączonym mikrofonie. Niedźwieckiemu ten pomysł się spodobał, choć na początku podchodził do całej koncepcji trochę sceptycznie:

„Ja chciałem być takim Caseyem Kasemem (…) poukładanym, encyklopedycznym, poważnym, a nie wesołym Romkiem, który spada z krzesła czy gryzie jabłko podczas zapowiedzi. To wszystko wymyślał Marek. Rzeczy, które były błędami radiowymi, w rodzaju jedzenia czekolady, picia kawy czy wody, spóźniania się do studia z wchodzącym na antenę skrzypieniem zamykających się drzwi. Wcześniej takie rzeczy były niedopuszczalne.”[2]

Jednak taka formuła spodobała się słuchaczom, a i sam prowadzący odnalazł się w całej sytuacji.

Wraz z upływem czasu i wzrastającą popularnością audycji narodziła się potrzeba pomocy przy organizacji każdego wydania. Niedźwiecki wyłaniał pomocników spośród fanów, którzy przychodzili na Myśliwiecką podpatrzeć swojego idola przy pracy. Nazywał ich kaziami, co szybko stało się określeniem powszechnie stosowanym. Skąd ta nazwa? Ciekawą historię przytacza sam szef w książce Lista Przebojów Programu Trzeciego. ABC druhów zastępowych i kaziów:

„Określenie kazio wzięło się stąd, że w 1984 (…) byłem w Indiach, w Singapurze, w Tajlandii, Malezji i był tam taki kolega lekarz, który do wszystkich mówił Ty, Kaziu. Pytam go: – Dlaczego ty mówisz <<kaziu>>, skoro to nie jest Kazio?Bo tak mi łatwiej i nigdy się nie pomylę.[3]

Tak więc aby nie robić przykrości współpracownikom z powodu zapominania imion, wszystkich, nawet dziewczyny, Niedźwiecki nazywał kaziami. Pomocnicy liczyli głosy, kontaktowali się ze słuchaczami wygrywającymi konkursy oraz czuwali nad zmianą taśm,
z których na początku grało się muzykę.

W gronie licznych współpracowników Niedźwiedzia byli między innymi Paweł Stasiak, który później został liderem zespołu Papa Dance, czy Halina Wachowicz, która współpracuje z Markiem Niedźwiedzkim do dziś. Jak sama wspomina:

„Marek Niedźwiecki powiedział podczas Listy, że szuka osób, które chciałyby mu pomagać. Nie wierzyłam, że się dostanę, ale ponieważ bardzo mi zależało, poszłam. (…) Niestety miałam problemy z językiem angielskim i odpadłam, ale zapytałam Niedźwiedzia, czy mogłabym mimo wszystko przychodzić i w czymś pomagać, a on się zgodził. I z tej grupy tylko ja zostałam w Trójce do dziś, reszta się wykruszyła.”[4]

Wachowicz w każdym wydaniu zapowiada dziesiąte miejsce, odbiera telefony od słuchaczy i czuwa nad przebiegiem programu. Nazywana Czarną Heleną albo Haliną Wichurą, jest jedną z bohaterek piosenki autorstwa Artura Andrusa napisanej z okazji tysiąc pięćsetnego wydania Listy. Andrus potraktował pieśń raczej jako sympatyczny prezent dla twórców Listy, jednak słuchacze zdecydowali, że Ballada o Baronie, Niedźwiedziu i Czarnej Helenie wspięła się na pierwsze miejsce już w pierwszym tygodniu istnienia w notowaniu. Sam autor tak skomentował to wydarzenie na swoim blogu:

„Ale jak ja będę mógł spojrzeć w oczy panu Stingowi, kiedy wypomni mi kiedyś, że w 1502. wydaniu Listy Przebojów Trójki ja byłem na pierwszym miejscu, a on na dziewiątym?”[5]

Lista Przebojów to nie tylko Marek Niedźwiecki, choć to on jest jej najbardziej rozpoznawanym symbolem. Jednak wiele sytuacji losowych, takich jak chociażby choroba prowadzącego, ale też urlopy czy decyzje szefostwa sprawiły, iż w końcu trzeba było znaleźć dla Niedźwieckiego zastępcę. Było ich wielu, ale tym, który prowadził Listę najczęściej był Piotr Baron.

Do odejścia Niedźwieckiego z Programu Trzeciego w 2007 roku Baron zastępował go na Liście ponad trzydzieści razy. Naturalne było więc dla wszystkich, że to właśnie on przejmie prowadzenie audycji. Ale sam zainteresowany mówił:

„Dla mnie nie było to wcale oczywiste. Owszem, zastępowałem go trzydzieści trzy razy, słuchacze mnie znali, akceptowali, ale nie miałem ochoty wskakiwać w jego garnitur, chociażby ze względu na wzrost i gabaryty (Piotr Baron jest mężczyzną bardzo drobnej postury, a Niedźwiecki odznacza się wzrostem i prawdziwie solidną budową ciała – przyp. red.) Dlaczego miałem to robić?”[6]

Jednak Niedźwiecki sam namówił Barona, aby przejął prowadzenie jego ukochanego programu. Pierwszy raz Piotr Baron zastępował Marka w 1991 roku, a słuchacze mogli usłyszeć na antenie wielokrotnie później powtarzany dżingiel, który miał rozluźnić stremowanego debiutanta: „Ledwie ten Niedźwiecki wyjedzie, już się ktoś pcha na jego miejsce.”[7] Piotr Baron stworzył własną wizję Listy Przebojów. Zapraszał zagranicznych gości, którzy zapowiadali piosenki z poczekalni oraz przemycał do Listy więcej rockowego grania. Po powrocie Niedźwiedzia, Baron chciał zrezygnować z funkcji prowadzącego, jednak od kwietnia 2010 roku panowie prowadzą Listę na zmianę. Powstała również audycja, która jest swojego rodzaju rozgrzewką przed wieczornym programem. W piątki między dziewiątą a dwunastą w LP Trójce prezentowane są nowości, które mają zachęcić słuchaczy do głosowania. I tak, jeśli rano program prowadzi Marek, to wieczorem Piotr – i odwrotnie. Przez parę miesięcy Piotr Baron nie był jednak obecny na antenie z powodu ciężkiego stanu zdrowia, a obowiązki po nim przejął Piotr Metz z redakcji muzycznej. Obecnie Baron wrócił do radia i prowadzi swoje programy (czerwiec 2015 r.).

Lista druhów zastępowych, czyli wszystkich tych, którzy prowadzili Listę podczas nieobecności Niedźwieckiego, nie ogranicza się jedynie do nazwisk Barona i Metza. Przez trzydzieści trzy lata istnienia programu, siłą rzeczy prowadzących musiało uzbierać się wielu. Wiesław Weiss wymienia ich w 33 x Trójka. Są to: Roman Rogowiecki, Paweł Sito, Paweł Kostrzewa, Piotr Stelmach, Grzegorz Miecugow, Wojciech Mann, Rafał Turowski, Beata Pawlikowska, Piotr Kaczkowski, Agnieszka Szydłowska, Wojciech Zamorski oraz Marcin Łukawski – ci dziennikarze zastępowali Niedźwiedzia najczęściej. Pozostali, między innymi Alina Dragan, Kuba Strzyczkowski, Mariusz Owczarek, Tomasz Żąda czy Artur Orzech, występowali w roli prowadzącego sporadycznie, raz lub dwa razy.[8] Wszyscy druhowie zastępowi w licznych wywiadach czy wspomnieniach jednogłośnie deklarują, że prowadzenie Listy było przede wszystkim ogromnym stresem spowodowanym pragnieniem, by nie dać słuchaczowi do zrozumienia, że chce się być Markiem Niedźwieckim. Miecugow w książce o druhach zastępowych tak to wyjaśnia:

„Ogólne wrażenie z tych wszystkich moich notowań, które prowadziłem, mam takie, że za każdym razem tam gdzieś musiał być Marek (…) Zorientowałem się, że nie mogę sobie pozwolić na to, żeby udawać, że to mój program. Ja ostentacyjnie cały czas przywoływałem Marka, na przykład przygotowując się wcześniej i wycinając z taśmy jakieś jego zdania.”[9]

cdn.

[1] W. Weiss (2012), 33 x Trójka. Poznań: Vesper, s. 25.
[2] Ibidem, s. 36.
[3] J. Jarosz, J. Marcinkowski (red.), Lista Przebojów Programu Trzeciego. ABC Druhów Zastępowych i Kaziów. Świeszyno: Agencja Wydawniczo-Artystyczna jotem3.pl, s. 15.
[4] W. Weiss (2012), op. cit., s. 51.
[5]A. Andrus (2010). Ballada o Baronie, Niedźwiedziu i Czarnej Helenie, http://arturandrus.bloog.pl/id,328134293,title,Ballada-o-Baronie-Niedzwiedziu-i-Czarnej-Helenie,index.html?smoybbtticaid=614ae6
[6] W. Weiss (2012), op. cit., s. 60.
[7] Ibidem, s. 70.
[8] Ibidem, s. 63-64.
[9] J. Jarosz, J. Marcinkowski (red.), op. cit., s. 119.

Ukochane soboty

I znów przerwa w pisaniu. Muzyka nie milknie, milknę ja. Muszę inaczej organizować sobie czas, bo pisanie bloga sprawia mi tyle przyjemności, a zawsze pozostaje na ostatnim miejscu. I chociaż mam wakacje, oczywiście brakuje czasu. A mam wakacje, bo obroniłam licencjat! A może by tak w częściach opublikować go tu?

W Trójce jak zwykle dużo roboty i dużo fantastycznych momentów. Pan Marek w ostatnią sobotę zagrał po polsku i bardzo „pode mnie”. Był Leski, był Rusin z Trebuchetem, nawet Organek, którego album zakupiłam z opóźnieniem, bo chyba dopiero dwa tygodnie temu. Ostatnio kupiłam ogromną liczbę płyt. Każde moje wejście do empiku oznacza wyjście z albumem, zamiast szaleć na wyprzedażach ciuchowych, ja powiększam muzyczną kolekcję. W takim razie małe podsumowanie. Co nowego u mnie na półce? Wspomniany Organek, Hozier, Diana Krall, Lilly Hates Roses, Paweł Kaczmarczyk Audiofeeling Trio, Leon Bridges, Oly, Hey w Filharmonii…

Zrobione przy użyciu Lumia SelfiePrzyznaję, że sporo płyt wynoszę z radia, ale sporo zainwestowałam też własnych oszczędności. I najczęściej kupuję płyty w sobotę, po wyjściu z Markomanii. Te moje soboty od jakiegoś czasu wyglądają tak:

Poranna kawa, bo bez kawy ciężko wstać. Po drodze do metra puszczam lotka (raz miałam trójkę, gram dalej o milion), o 8.30 jestem już na Myśliwieckiej. W wakacyjnej ramówce Markomania ma rozmiar XXL, więc zaczynamy godzinę wcześniej. Te trzy godziny mijają za szybko, Pan Marek w dobrym wakacyjnym nastroju, dużo gadamy, dużo żartujemy. Mariusz Owczarek na urlopie, więc mam dodatkowe zadanie – pełnię dyżur zaiksowy i internetowy. Ten piękny wykaz utworów z soboty to ja! http://www.polskieradio.pl/9/344/Artykul/1476548,Markomania-18-lipca-2015 Pan Marek na antenie powiedział, że dam radę – więc dam!
Wychodzę z radia przed dwunastą i autobusem 171 wracam do śródmieścia. A że po drodze są Domy Centrum i Empik… To co tydzień wchodzę do domu ze świeżo zakupionym albumem. Zrobię z tego tradycję!

Ostatnia sobota w całości była szczególna. Bo debiut zaiksowy, bo fajne rozmowy z realizatorką Elą Malinowską, bo świetni goście! F.O.U.R.S. Collective, a raczej jego założyciele, czyli Michał Salamon i Staszek Plewniak przyjechali i zachwycili. Cudowne, jazzowe, lekkie granie, które ja coraz bardziej kocham. Fajni, sympatyczni chłopcy (w Staszku chyba trochę się już podkochuję), mam nadzieję, że zagrają wkrótce w Warszawie.

Zrobione przy użyciu Lumia Selfie

Niedawno był u nas jeszcze jeden uroczy mężczyzna – Aleksander Dębicz. I znowu zachwyt, choć na muzyce filmowej się nie znam, to Cinematic Piano brzmi pięknie.

Zrobione przy użyciu Lumia Selfie

I jak tu nie kochać sobót, kiedy każde przedpołudnie spędzam w ukochanej stacji, asystuję Markowi Niedźwieckiemu i poznaję fantastycznych muzyków! W dodatku w soboty w radiu panuje taki błogi spokój. Na korytarzu pustki, tylko przed 9 Halinka i Marcin uśmiechną się na ‚do widzenia’ i już ich nie ma….

Dziś przyszła paczka.

Edycja przy użyciu Lumia Selfie

Z epką Cukierków.

Zrobione przy użyciu Lumia Selfie

Pewnie się zachwycę, bo z Rusinem już tak mam.

11020226_10152682800498314_7719916749057332675_n